las bródnowski

czwartek, 17 listopada 2016

 

Las od ul. Głębockiej- tu zaplanowano pętlę tramwajową 

 

 

Cały Las widoczny na zdjęciach zostanie wycięty w przypadku budowy pętli! 

   O budowie tramwaju wzdłuż Matki Teresy z Kalkuty, Wincentego i Głębockiej na gwałtownie rozbudowujące się tereny Lewandowa i Grodziska mówi się od dawna, ale sprawa nabrała tempa wraz z ostatnimi zmianami kadrowymi w ratuszu. Nowa wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska zapowiada przyśpieszenie budowy trasy. Na niedawnej komisji inwestycji i infrastruktury Rady Warszawy spółka Tramwaje Warszawskie przedstawiła następujący harmonogram:

- 2017-2018 – prace studialne i koncepcyjne oraz raport oddziaływania na środowisko,

- 2019-2020 – prace projektowe (stała organizacja ruchu, projekt budowlany) oraz przetarg na roboty budowlane,

- 2021-2022 – budowa trasy za około 150 mln zł z pętlą „etapową” przy urzędzie dzielnicy Targówek przy Kondratowicza (metro).

   Warto przypomnieć, że na tramwaj od Żaby wzdłuż Wincentego nie zgodził się urząd dzielnicy Targówek, gdyż inwestycja tego typu zablokowałyby możliwość poszerzenia wiecznie zakorkowanej ulicy. Tramwaj pojedzie więc naokoło cmentarza, a to stawia pod znakiem zapytania atrakcyjność tej trasy dla pasażerów zza Toruńskiej, którzy i tak wysiądą przy Kondratowicza do metra. Aby wywalić więcej pieniędzy w błoto, będzie nowy projekt, choć w 2012 roku na zlecenie ratusza firma DHV  analizowała przebieg tej trasy i przygotowała koncepcję w kilku wariantach (za: 

http://www.targowek.info/2016/10/ktoredy-pojedzie-tramwaj-na-bialoleke/).

"Koncepcja przeprowadzenia linii tramwajowej w ciągu Głębocka - Trasa Olszynki Grochowskiej" przedstawia 5 wariantów przebieg linii tramwajowej wzdłuż ul. Głębockiej. W ich świetle

BUDOWA TRAMWAJU NA GŁĘBOCKIEJ OZNACZA MNIEJSZĄ LUB WIĘKSZĄ WYCINKĘ LASU BRÓDNOWSKIEGO!

 

warianty I i III

 

warianty IV i V

   Najmniej ingerują w drzewostan Lasu warianty: I i V, przewidujące przebieg torowiska pośrodku Głębockiej i poprowadzenie go tunelem pod Trasą Toruńską (S-8).

   Wariant I z tunelem (droższy o 60%)- zaczynałby się pośrodku Głębockiej na wysokości istniejącego przejścia dla pieszych i granicy Las-ogródki działkowe. W obu wariantach przewiduje się przejście podziemne dla pieszych pod Głębocką (lub kładkę), spod  C.H. do miejsca, w którym ścieżka rowerowa wchodzi dziś do Lasu. Budowa wyjścia z tego tunelu, poprowadzonego w stronę północną, będzie wymagała jednak wycinki kilkunastu drzew: naprzeciw przystanku i wejścia do centrum (od Zwałki do wiat przeciwdeszczowych, pomiędzy skrajem ulicy a ścieżką leśną).

  Najbardziej szkodliwa byłaby realizacja wariantów: II, III I IV. Zgodnie z nimi torowisko opuszczałoby środek Głębockiej na wysokości wjazdu na parking koło Biedronki i kina, aby przebiec skrajem Lasu i działek w kierunku wiaduktu nad Trasą S-8. Przewidziano nie tylko budowę wspomnianego tunelu dla pieszych, jak również trzyperonowej pętli tramwajowej na terenie Lasu, z zawrotką na terenie ogródków działkowych. Miałaby ona obsługiwać pasażerów przede wszystkim z dużego parkingu na 2500 miejsc (opcjonalnie Park&Ride), planowanego w części działek przylegającej do Toruńskiej. Parking ten ma służyć... kierowcom z Marek. Pętla miałaby charakter etapowy- pozwalałaby na częściowe uruchomienie linii w przypadku jej budowy etapami, docierałyby tu kursy skrócone, służyłaby zawracaniu w czasie awarii. W wariancie I parking natomiast proponuje się po stronie Lewandowa, jako bardziej funkcjonalny. W tych wariantach budowa torowiska wymagałaby "ukrojenia" kawałka Zwałki!

   W trakcie studiów i analiz zdecydowano, że rozpatrywane będą warianty I, III i IV. ZDM poparł warianty I i III, ZMiD- I. Pod względem presji na środowisko najbardziej korzystny byłby wariant IV (najmniej II i V). Przez autorów projektu rekomendowany jest niestety wariant III ze względu na funkcjonalność komunikacyjną (przesiadki do P&r) i... nie kolidowanie z Lidlem, który zbudowano mimo planowanej od 2012 r. trasy.

 

Dęby, klony jawory, brzozy, olchy, sosny- czy stracimy ten urozmaicony drzewostan?

   Pozostaje nadzieja, że zrezygnuje się z budowy pętli w Lesie, bowiem - jak sugerują planiści-  "szereg argumentów (głównie ruchowych i technicznych) przemawia za budową w jednym etapie linii tramwajowej aż za ul. Berensona, bez jej etapowego kończenia pętlą po południowej stronie Trasy Toruńskiej". 

   Twórcy projektu skonkludowali: "Wypracowanie optymalnego wariantu przebiegu linii tramwajowej wzdłuż ul. Głębockiej i Trasy Olszynki Grochowskiej jest zadaniem trudnym z uwagi na szereg nakładających się uwarunkowań przestrzennych, technicznych i komunikacyjnych (a także budżetowych), którego powinny być przy sformułowaniu takiego wariantu uwzględnione". Już dziś słychać głosy oburzenia wobec poprowadzenia torów pod oknami nowych osiedli: Zielonego Zacisza i Parku Leśnego. Znając nasze realia, tramwaj nie będzie miał żadnych priorytetów, a jeśli nawet, to zablokuje skrzyżowania jak dawniej przejazd na Radzymińskiej. Jeśli linia ma dzielić i niszczyć to, co pozostało na Targówku najcenniejszego- tereny zieleni- to chyba lepiej z niej zrezygnować i przestać wymyślać cuda. Idiota, który projektował pętlę w lesie, zamiast honorarium powinien otrzymać skierowanie do Drewnicy. W jak chorych umysłach rodzą się takie rozwiązania ? O wiele taniej jest wytyczyć bus pas i uruchomić dowozówki do metra, choć najlogiczniej byłoby rozważyć odnogę II linii metra za Toruńską, gdzie chaotycznie rozrasta się nowa, coraz większa sypialnia Warszawy. Bo czy jest sens wydawać olbrzymie pieniądze (pod presją unijnej dotacji) na kilkuprzystankową trasę tramwajową? Zapomniano też o dziwo o planach wydłużenia tramwaju od Annopola wzdłuż Toruńskiej, która to koncepcja żadnych konfliktów i kosztownych problemów technicznych nie rodzi. 

   Miejmy nadzieję, że zapowiedź budowy tramwaju to kolejna, kłamliwa obietnica ratusza, rzucona dla zdobycia głosów przed wyborami samorządowymi i próba zatuszowania fatalnego wizerunku po aferze reprywatyzacyjnej. A radni z Targówka powinni stanowczo stanąć murem za mieszkańcami i zdobyć się na protest w obliczu niszczenia (nie tylko) Lasu. Bo do tej pory widać ich najwięcej na facebookowych relacjach z otwierania placów zabaw. Ta bitwa jest do wygrania, o ile będziemy czujni!

piątek, 20 maja 2016
czwartek, 18 lutego 2016

    Pobłażliwe do tej pory na łamanie prawa patrole policji i straży miejskiej (sic!) zmienią stosunek do osób prowadzących psy bez smyczy w Lesie Bródnowskim. Zakaz puszczania luzem psa w lesie wynika z przepisu art. 30 ust. 1 pkt 13 ustawy z dnia 28.09.1991 r., o lasach, a jego naruszenie będzie stanowiło wykroczenie z przepisu art. 166 k.w., który stanowi: 

  Kto w lesie puszcza luzem psa, podlega karze grzywny albo karze nagany. Kara grzywny jest wymierzana w granicach od 20 złotych do 5 tysięcy złotych.

  

Łamiących prawo i płoszących zwierzęta może spotkać niemiła niespodzianka!

  Informacja o zakazie puszczania psa luzem jest umieszczona na tablicach przy wejściach do Lasu i nikt nie może zasłaniać się niewiedzą. Wchodząc do Lasu, powinniśmy zapoznać się z regulaminem, jeśli nie wiemy, jak się w nim zachować. Tak jak w bibliotece, w stowarzyszeniu czy na allegro.

   A w Lesie Bródnowskim od zawsze ze strony właścicieli psów panuje samowolka i sobiepaństwo. Ze szkodą dla natury. Prowadzący pupila na smyczy to wręcz godna nagrody rzadkość. Czworonogi biegają od prawej do lewej, czasem na kilkadziesiąt metrów w głąb Lasu, przy aprobacie właściciela. Przy okazji płosząc i goniąc wszelkie stworzenie. Nierzadko właściciele przesiadują na ławeczce, a piesek „wyżywa ząbki” na pobliskich roślinach, niszcząc cenniejszy krzew lub młode drzewo.  Zwrócenie uwagi skutkuje zdziwieniem, oburzeniem. Pełna buta i roszczenia, informację o podstawie prawnej zakazu puszczania psów kwitują: „spotkamy się w sądzie”. Pewien „recydywista” z hałaśliwym beagle, puszczanym regularnie obok dziczych barłogów, chwali się, że „pracuje w administracji i lepiej zna prawo” (uchowaj nas Boże od takich urzędasów- gamoni!). Niektórzy nie reagują, gdy pies zachowuje się agresywnie wobec innych użytkowników ścieżek. Przykre, ale Las traktowany jest jako - powiedzmy wprost- „sralnia i wyprowadzalnia”. Neandertalskie podejście. Nie mają z lasu korzyści- to po co taki las. Chętnie zrobiliby z niego darmowy wybieg, tak jak w rodzinnych stronach chadzali do lasu tylko po grzyby, jagody, wyrzucali śmiecie, zabierali drewno. Najgorzej jest od strony nowych osiedli, gdzie w las wchodzi kilka ścieżek wydeptanych i uczęszczanych przez „psiarzy”. Wydeptanych tam, gdzie najwygodniej i najbliżej od furtki… Fatalnie wygląda rzadki las sosnowy u podnóża Zwałki, który kilka osób upodobało sobie na zabawy w aportowanie. W terenie, gdzie zaczęła się odnawiać sosna, rósł wrzos i konwalie, grzały się jaszczurki, wyrastały kopce mrowisk, powstała plątanina ścieżynek i „bieżni”.

   Ze strony łamiących zakazy zazwyczaj przedstawiany jest argument: „bo musi się wybiegać, bo nie ma wybiegów dla psów”. Po pierwsze- część psów ma do dyspozycji podwórza. Po drugie- są niezagospodarowane miejsca obok Lasu, gdzie psy mogą wyszaleć się bez kolizji z prawem (np. łąka przy Radzymińskiej i M1). Wreszcie słyszy się: „on nikomu nic nie zrobi”. Nikt jednak nie zagwarantuje, że pies przy spotkaniu z dzikiem, sarną, zającem, lisem nie poczuje instynktu łowieckiego. Na terenach podwarszawskich wygłodzone psy zbijają się w gromady, by wspólnie polować na zwierzęta. Co potrafią (dla ludzi o mocnych nerwach!), pokazują blogi prowadzone nie tylko przez leśniczych. Tej zimy, co stwierdzili pracownicy Lasów Miejskich, ofiarą psów padły w naszym Lesie dwie sarny (uwaga, drastyczne zdjęcie!).

 

Ofiara psów z Lasu Bródnowskiego (fot. lesneopowiesci)

Po czwarte, puszczając psa samopas wykazujemy nieodpowiedzialność i narażamy go na niebezpieczeństwo, bo spotkanie z lochą prowadzącą warchlaki czy klempą może być dla niego śmiertelne. Niebezpieczne będą skutki zbliżenia się psa do lisa lub jego terytorium, z uwagi na możliwość zakażenia świerzbem lub nużycą, chorobą prowadzącą do zapalenia skóry, jej łuszczenia i wypadania sierści. 

 Niesforni właściciele psów, bądźcie bardziej wyrozumiali dla otoczenia. Zakaz puszczania psów nie został przecież stworzony tylko po to, by dopiec waszym portfelom. Nie jesteście w Lesie sami. To nie jest park, tu żyją dzikie zwierzęta i pragną mieć w swym domu spokój, tak jak inni spacerowicze, których denerwuje widok takiego egoistycznego podejścia. Bądźmy przykładnym narodem, aspirujemy przecież do Europy, dbajmy o największe, życiodajne dobro- przyrodę, która raz, nawet nieumyślnie zniszczona, odradza się przez dziesiątki lat.  

niedziela, 13 grudnia 2015

Obejrzyj album- 27 zdjęć z jesiennego Lasu Bródnowskiego, klikając na link: 

https://www.flickr.com/photos/33189092@N03/albums/72157662223179541

(zdjęcia z opisami)

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

"Urobek" wzdłuż Malborskiej

   Trwają prace pielęgnacyjne w wysuszonym na wiór Lesie Bródnowskim. Przerzedzono drzewostan w miejscu, gdzie nie ma zbytnio już czego przerzedzać. Usuwane są także martwe wiązy przy wjeździe na stok saneczkowy od grodziska.  

 

Po lewej: jedno z trzech miejsc, gdzie w marcu wycięto olbrzymie topole (jak przyznały Lasy Miejskie- także zdrowe). Na otarcie łez ścięte pnie pozostawiono na miejscu- będą użyźniać glebę i dadzą schronienie owadom. Tym razem młode nasadzenia (głównie olchy) ogrodzono, jednak długotrwała susza może nie sprzyjać przyjmowaniu się sadzonek. Wydaje się, że zamiast piłowania gospodarz Lasu powinien najpierw zaaplikować podlewanie...  

Po prawej: Polityka leśników, nakierowana na przebudowę drzewostanów w kierunku gatunków właściwych dla danego siedliska, nie podlega dyskusji, komu więc przeszkadzała dorodna brzoza, która może występować zarówno na terenie podmokłym jak  i na piaskach? Przed kilku laty wycięto całą aleję brzozową (patrz: zacisze.info, zacisze.blox), potem wspomniane już topole. Według urzędniczego "widzimisię" niedługo nie będziemy podziwiać w naszym Lesie starych drzew. Zwłaszcza, że ostatnio uschło kilkanaście pięknych, dostojnych modrzewi na polanie za grodziskiem.  

Obalonych przez wiatr olchy i wierzby, które runęły na sosny i zdeformowały ich pnie, nie ruszono od marca. Łatwiej planować zza biurka kolejne wycinki niż troszczyć się w chłodzie i błocie o stan podległego inwentarza.  

sobota, 15 sierpnia 2015

Pozostałości koszar fortu XIII Lewicpol w Lesie Bródnowskim. Zaskroniec upolował ropuchę. Zapewne połykanie takiej przekąski zabierze mu trochę czasu... 

piątek, 24 lipca 2015

   W imieniu autora- rodowitego zaciszanina- zapraszam wszystkich miłośników natury na stronę https://www.facebook.com/lesneopowiesci. Znajdziecie tam dziesiątki wspaniałych fotografii i opisów, ukazujących bogactwo fauny naszego lasu. Las Bródnowski to tętniąca życiem zielona wyspa, kryjąca wiele cennych gatunków roślin i zwierząt, również tych zagrożonych wyginięciem. Schronienie dają im śródleśne enklawy o dużym stopniu naturalności. Z racji bytowania przyrodniczych endemitów i istnienia zabytków historycznych na tym terenie (grodzisko oraz fort) czas na działania w celu objęcia Lasu Bródnowskiego ochroną rezerwatową. Z pewnością autor strony- miłośnik i badacz naszego lokalnego dziedzictwa przyrodniczego- tym działaniom służy.  

Zdjęcia ze strony https://www.facebook.com/lesneopowiesci.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

   Sobota. Pierwsza taki upalna w tym roku. Na Grodzisku tłok jak na Krupówkach albo na sopockiej plaży, jakiego jeszcze tu nie widziałem. Myślę, jak nic jakiś festyn. Okazało się jednak, że to samorzutny zlot miłośników "odpoczynku" w plenerze. O dziwo, żadnych samochodów na parkingu ani na leśnych drogach. Czyżby nasi nowi sąsiedzi z najbliższych osiedli? (sprawdźmy, kto domaga się zainstalowania stałych urządzeń do grillowania na polanie). Zapachy natury miałem z głowy, bo dymiło już kilka jednorazowych grillów. Pociechy trenowały gardła na potęgę. Rozgrywano turnieje w nogę. Hasały pieski. A wieczorem (tylko na Grodzisku) kilka ognisk. Czy na rozpałkę wystarczył tylko zalegający w lesie chrust?  

    Niedziela. Jedna z kilku ławek na Grodzisku, otoczenie jednego z kilku koszy... Stare przykazanie turystyczne-harcerskie-biwakowe głosiło, że śmieci, które wyprodukowaliśmy, zabieramy z lasu (zwłaszcza, że nie pomieści ich śmietnik). Niestety, ludzie stają się odporni na wiedzę... i kulturę. Wszyscy mają wymagania, ale nie dadzą nic od siebie. Dźwigać jednorazowe talerze, tacki, zestawy grill&fun z lidla i koncernowe piwo-siki łatwo, trudniej trafić do śmietnika. Świnia w chlewie nie robi takiego barachła, jak niektórzy dwunożni, wyposażeni w bardziej rozwiniętą inteligencję (teoretycznie)...

  Zwałka. Tu bawiła się co najmniej 20- osobowa grupka młodzieży. Czipsy, kilka flaszek. Bozia dała nogi, żeby wrócić jakoś do domu- dała też ręce, na pewno nie tylko do brania i śmiecenia. Wg sondaży 1,2 mln młodzieży zamierza wyemigrować z kraju, "bo nie chce pracować w kolejnych blaszakach"- tym ze Zwałki pierwszym mówimy won! Może na Zachodzie dowiedzą się, co to "ordnung" i szacunek dla środowiska. 

  Wszystko jest dla ludzi, o ile korzystamy z tego z głową. Ale czy nie lepiej pojechać w swoje rodzinne strony i tam na łące, polu rozpalić ognisko? Czy tak trudno sprzątać po sobie? Czy od integracji nie są parki, lokale i własne podwórka? Czy Warszafka odbiera ludziom rozum? Na Boga, to przecież nadal jest Las! Tu chodziliśmy na spacer, na rower, odpocząć w ciszy. A teraz będą festyny i hałdy szajsu. Podejrzewam, że gdyby nie posprzątały służby, ci sami sprawcy wróciliby tu w kolejny upalny weekend... i słaliby gromy na urzędy, że brudno. 

   P.S. Nasze bohaterskie konne patrole policyjne i straż miejska w weekendy zapadają się pod ziemię, więc nadal można srać w swoje gniazdo (tzn. miasto). 

Królewskie, piwo "prawdziwych Warszawiaków" (teraz robione przez niemiecki koncern  daleko od stolicy, o czym pewnie Dumni nie wiedzą), były też pewnie rozmowy o Legii, wielkiej kasie, naszych wielkich możliwościach- a jednak do śmietnika nie potrafili trafić...  A może tu odbyła się "romantyczna" randka?

czwartek, 19 marca 2015

Zrąb od strony Malborskiej. Uwzięli się na stare topole. 

   Trwa negatywna tendencja do wyniszczania starych drzew w mieście. Walkę z drzewami prowadzi się różnymi środkami, najczęściej pod płaszczykiem „pielęgnacji drzewostanu”. Zieleń staje się dla mieszkańców coraz ważniejsza, a sprawy z nią związane, takie jak np. wycinki drzew, powodują ogromne kontrowersje. A w Warszawie (jak i w całej Polsce) tnie się na potęgę.  Od 2008 roku wycięto dziesiątki tysięcy drzew, robiąc z wycinki biznes, bo z reguły „pasą się” na tym firemki pilarskie, które zabierają przy okazji drewno na sprzedaż i produkcję. Do najgłośniejszych wycinek należały: zrównanie z ziemią zadrzewionego pasa działek na Golędzinowie wzdłuż Wisły (po co?), Ogród Krasińskich (wycinka 300 drzew), Ochota, Park Praski, Ogród Saski, Wołoska, zakusy na Park Skaryszewski, ostatnie rzępolenie na Bródnie…

  Po wycięciu olbrzymich topoli wzdłuż granicy Lasu Bródnowskiego z ogródkami działkowymi teraz urządzono masakrę w szpalerze tych olbrzymów wzdłuż dawnego rowu melioracyjnego, ciągnącego się od Malborskiej do granicy jednostki wojskowej. Fakt, że kilka z nich było może obumierających, ale komu tutaj to przeszkadzało? Zlikwidowano dziki zakątek, pewną ostoję zwierzyny, wymarzone miejsce dla ptaków dziuplastych. Znając realia z innych części lasu, połowa nowych nasadzeń wyschnie. Kiedyś nowizny grodzono, teraz nikt się hodowlą lasu nie przejmuje. Takiej łysiny las nie uleczy w kilkadziesiąt lat.  A wichury wyłamią sporo odsłoniętych sosen jak zapałki...

 „147 tys. drzew wycięto w stolicy w ciągu ostatnich sześciu lat. I wcale nie chodzi tu o wycinkę schorowanych okazów. Najwięcej usunięto z powodu inwestycji deweloperskich i miejskich - pisze "Gazeta Stołeczna". Nowe nasadzenia nie zawsze rekompensują te braki.

- To dwa Lasy Bielańskie albo 16 parków Łazienkowskich - mówi o liczbie wyciętych drzew Joanna Mazgajska, prezes stowarzyszenia Baobab. To właśnie ona uzyskała od urzędu miasta dane o liczbie wycinek - informuje gazeta.

Jakie drzewa idą "na ścięcie"? Nie tylko chore czy stwarzające niebezpieczeństwo dla mieszkańców - wymienia "Stołeczna". Wycinki prowadzono przy okazji inwestycji drogowych i deweloperskich, m.in. budowy trasy mostu Północnego, POW czy nowych osiedli.

Przodują niewielkie Włochy. Według danych, które podaje gazeta, przez w latach 2009-2014 zniknęło stamtąd ponad 25 tys. drzew. Najmniej pracy drwale mieli na Rembertowie i Woli, gdzie wycięto odpowiednio 350 i 593 roślin.

- To cena rozwoju miasta - mówi "Stołecznej" wiceprezydent Jacek Wojciechowicz.

Ratusz podkreśla, że w miejsce wyciętych, sadzone są nowe. Do takiego działania zobowiązani są również deweloperzy.

- Staramy się narzucać w decyzjach gatunek i wiek drzew. Ale inwestorzy często odwołują się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. W Warszawie często wyrokuje ono, że nie mamy prawa stawiać takich wymagań - przyznaje w rozmowie z "Gazetą" Paweł Lisicki, wicedyrektor miejskiego biura ochrony środowiska.

Według wyliczeń wicedyrektora, w ciągu ostatnich 6 lat w mieście zasadzono około 100 tys. nowych drzew. 47 tys. posadzili inwestorzy i deweloperzy”  (http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,nie-tylko-sprochniale-i-chore-br-tysiace-drzew-poszlo-na-sciecie,157675.html).

   Owszem- w miejsce wielkich dorodnych okazów sadzi się młode drzewka i krzewy, ale zanim one urosną- minie wiele, wiele lat i wielu tego nie doczeka. A wielkie aglomeracje są coraz bardziej zanieczyszczone metalami ciężkimi. Wycinając „fabryki tlenu” włodarze miasta fundują nam choroby cywilizacyjne i przedwczesną śmierć. Bezmyślnie albo dla krótkotrwałych zysków zabudowano pasy napowietrzające centrum miasta (np. CH Targówek, os. Park Leśny, Zielone Zacisze).

   Powinniśmy powiedzieć stop wycinkom. To nie drzewa zagrażają, ale drzewom- głupota ludzi i brak pielęgnacji drzew. A do opieki nad zielenią miejską warto zatrudnić dendrologów i dyplomowanych ogrodników, tak jak domagają się Warszawiacy i jak to było przed wojną.

   Dzieło Leonarda "Mona lisa" została namalowane na topolowej desce. Topola jednak nie taka zła…   Czytaj też: http://wyborcza.pl/1,75476,6779697,Grzyby___lekarstwo_dla_drzew.html.

 

Po lewej: przy okazji zrębu wycięto sporo dorodnych sosen i olch. Po prawej: drewno skrzętnie układano do sprzedaży, a manewrujący sprzęt poniszczył, pokaleczył i pogniótł młode drzewka- standardowe już efekty pracy "miejskich leśników". PIELĘGNACJA DRZEWOSTANU TO W ICH ROZUMIENIU TYLKO WYCINKI.    

   

czwartek, 18 grudnia 2014

 

 

 

   Coraz mniej w Lesie Bródnowskim enklaw przypominających prawdziwy las. Od zeszłego roku urzędnicy z Lasów Miejskich upatrzyli sobie na testowanie pił rząd starych topoli wzdłuż granicy z ogródkami działkowymi "Malborska" w pobliżu Głębockiej. Do niedawna był to ciekawy zakątek, gdzie mogliśmy podziwiać potężne i niebosiężne okazy, niektóre ozdobione gigantycznymi hubami. Latem szeroko wygolono ścieżkę prowadzącą tu od wiat naprzeciw Carrefour, co mogło sugerować wytyczanie jakiegoś szlaku rowerowego, a okazało się po prostu dojazdem dla samochodów pilarzy. Strasznie wkurzające jest, gdy ekypy z województw wschodnich trzebią warszawskie lasy (u siebie też trzebią mniej legalnie, wystarczy nadstawić nocą ucho). Na dodatek skąpe i rachityczne lasy, żeby zrobić w tym przypadku dobrze kilku działkowym dziadkom (akurat na wysokości tego zrębu stoi tylko zapomniany kibel). Rzeczywistość w Lesie Bródnowskim- tnie się dużo, a odnawia mało, a jeśli już, to o uprawy nikt nie dba. Nie udało się zrobić siekierezady w Parku Skaryszewskim, to trzeba nadrobić w mniej widocznych miejscach. Większa część społeczeństwa nie ogarnia pożytków ze starych drzew; tak samo jest na PO-lubnym Zaciszu. Komukolwiek wskażę jakieś stare drzewo, zaraz bredzi o wycince. Dla wielu stare drzewa to tylko m3 razy PLN.  

 
1 , 2 , 3