piątek, 22 kwietnia 2016

Fersta- krasnoludek i krasnopiesek strzegą tulipanów, bratków i juki

Mała Holandia na Elsnerowie? W pallotyńskim ogrodzie.

 

Magnolia; łan mniszka, forsycja i migdałowiec na Czerwińskiej

 

Wiosenny smażing na Szmaragdowej; Bohuszewiczówny-tawuły

 

Morela w domu na Rzewińskiej; forsycja i magnolia na Tarnogórskiej

 

Módl się i pracuj! O pallotynkach pisałem 17.09. 2014 r.

 

Tawuły przy Czerwonej Karczmie; grusze i wiśnie u pallotynek.

Sielskie klimaty przy zlikwidowanej pętli 512. 

11:08, tomek81277 , osiedle
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Siostra Teresa Samarytanka i redaktorka Emzet w rozmowie z biednymi z Targówka-Osiedla

    W 1933 r. biednymi rodzinami i głodującymi dziećmi z Targówka Osiedla zaopiekowała się Siostra Teresa, misjonarka ze Złotego Krzyża Samarytańskiego. Mieszkała w istniejącym do dziś domu Kapuścińskich przy ul. Chojnowskiej 16. Musiała wręcz żebrać o pożywienie i opał dla ponad 200 osób. Jej bezgraniczne poświęcenie dla bliźniego, a także realia zaniedbanego, podmiejskiego osiedla, trapionego przez bezrobocie, choroby i makabryczne wręcz warunki mieszkaniowe opisały warszawskie dzienniki z apelem o pomoc charytatywną…

     „Nędza, głód, rozpacz... O parę kilometrów od stolicy Ludzie żyją w warunkach jaskiniowców. Apelujemy do Waszych serc, Czytelnicy. Nie pozwólcie zginąć kilkuset istotom w osiedlu Targówek”. ABC NR 21/1933.

Kto z Czytelników nie zgłębił do dna znaczenia tych trzech krótkich, a ciężkich słów: nędza, głód i rozpacz — może zechce towarzyszyć nam do osiedla Targówek, gdzie wyrazy te nabierają takiej plastyki, takiego znaczenia, że tragizm ich nie mieści się w granicach pojęć ludzkich. Dwa kilometry, mniej więcej, za krańcową stacją tramwaju nr. 7, na Pradze, po lewej stronie szosy Radzymińskiej, rozrzucone wśród ośnieżonych wydm kilkadziesiąt domków i chałup, otoczonych wieńcem drewnianych przybudówek z szalówek o szerokich szparach, zatkanych słomą i gałganami. Nierzadko widzi się w ramach okiennych zamiast szyb gazety, tekturę lub stare worki. Sterczą w niebo czarne, zgięte rury prowizorycznych piecyków.

Żadnych dróg. Głębokie koleiny, czy bruzdy, zasypane śniegiem. Każdy nieostrożny krok grozi połamaniem nóg. Wiatr hula na odkrytym terenie. Martwa cisza. Najmniejszego ruchu. To osiedle Targówek. Urzędowo nie należy do obszaru stolicy. Gmina daleko i uważa osiedle za przedmieście stolicy. Żyje tu, a właściwie gnieździ się, około 5.000 ludzi. Poza kilkudziesięciu właścicielami, względnie porządniejszych domków i paroma ubogiemi sklepikami — sami bezrobotni z rodzinami. W większości tacy, i których już wyeksmitowano z mieszkań w Warszawie, którzy nie mają wyboru, dla których chlewik, czy szopa naprędce sklecona z cienkich desek, byleby miała jaki taki dach, chroniący od deszczu i śniegu, musi nosić szumne miano domu.

   Na spotkanie sunie ku nam drobna postać w granatowym habicie i kwefie, na którym widnieje złoty krzyż samarytanki. To siostra Teresa, anioł opiekuńczy tych wydziedziczonych, których nietylko już ludzie się wyrzekli, lecz o których chyba sam Bóg zapomniał. Misjonarka z powołania, wybierała się do Afryki do trędowatych, los rzucił ją przypadkiem na plebanję Targówka. Zrozumiała, że przeznaczeniem i wolą widać Bożą jest, by pozostała tu wśród swoich, tych najnieszczęśliwszych, wyzutych dosłownie ze wszystkiego. Kompletnie wydziedziczonych. Przybyła z małą walizeczką i obrazkiem serca Jezusowego. Zacni właściciele jednego z porządniejszych domów, pp. Kapuścińscy, odstąpili jej izdebkę, gdzie sypiała „na snopeczku słomy“, bez pościeli, aż się gospodarze ulitowali, wstawili łóżko, a babcia kołdrę swą pożyczyła. I w tych warunkach, bez grosza, świeżo po przebytym tyfusie, stanęła drobna postać kobiety, o wielkiem, gorącem sercu, do walki o prawo do życia dla kilkuset nieszczęsnych biedaków.

—        Jak siostra rozpoczęła pracę, od czego, jakiemi środkami?

—        Żebrałam, żebrzę i żebrać nadal będę dla moich biednych. Tu nędza tak straszna, że rodziny całe tygodniami nie widzą chleba. Żywią się wyłącznie kwaszoną kapustą i kartoflami. A i to nie wszyscy jeszcze mają. Zacny pułkownik z 36 p. p. ofiarowuje mi dziennie 40 litrów zupy. Cóż, kiedy po tę zupę zgłasza się z górą już 200 osób i codzień przybywają nowi. Dzielę porcje jak najoszczędniej, ale to jest nic. Kropla w morzu. Wszędzie pełno dzieci. Miłych, ładnych, dobrych dzieci. Bose to, nagie, obrzękłe z głodu, z poodmrażanemi rączkami i nóżkami. Aż serce się kraje. Biegam do miasta, pukam do każdych drzwi, opowiadam, wyjaśniam, proszę. Ale sama jedna tu jestem. Bez pomocy. Nie mogę się rozerwać. A tu tylu chorych. Epidemja odry wyssała z dzieci ostatki sił. Resztkę odporności. Ochronkę trzeba koniecznie założyć. Dwa pokoiki już mam. Żeby choć 500 złotych na początek. Na jakiekolwiek meble, naczynie, mleko, chleb i węgiel. Żeby choć na dzień móc te dzieci wyrwać z chłodu nieopalonych nor. Dać przynajmniej raz dziennie, lecz codzień łyżkę gorącej strawy, czy mleka. Szwalnię trzebaby też w pokoiku jednym założyć. Tyle tu młodych dziewcząt bez zajęcia. Co je czeka z nędzy, z głodu? Żeby jakąś maszynę dostać. Możebym wyprosiła gdzie robotę dla nich.

Płyną żałosne słowa skarg i pragnień. Projektów tak skromnych, a tak trudnych do urzeczywistnienia, wobec zupełnego braku środków. Dzielna siostra Teresa, obładowana paczkami, które redakcja „ABC“, zapoczątkowując akcję ratowniczą, przysłała na jej ręce, kroczy energicznie, prowadząc nas do swej małej, ubogiej izdebki, gdzie właśnie przywożą zupę. Zaraz rozpocznie się rozdawanie. Tłoczy się już gromadka z kubełkami — ludzie widma, o podkrążonych, szeroko rozwartych z wycieńczenia, obramowanych czerwoną obwódką, obrzmiałych nadmiarem bezsilnych łez oczach. Dziś, dzięki „ABC", święto. Do odrobiny tej zupy po pół bochenka chleba na rodzinę, po kawałku słoniny i kiełbasy.

Cukiernia „Ziemiańska“ i „Napoleonka", które pierwsze przyłączyły się do akcji pomocniczej naszej redakcji, ofiarowując po parę kilo herbatników, pierniczków, sucharków i ciastek, mogą w bilansie swym zapisać szereg takich promiennych uśmiechów dziecięcych, takich dziękczynnych spojrzeń, których na wagę złota nie można kupić. Ale to wszystko mało. Ziarno piasku w bezmiarze potrzeb tych skazańców, którzy czekają już chyba tylko na śmierć. Bo znikąd ratunku, ani pomocy, znikąd nadziei, a sił coraz mniej.

Pracy, pracy, pracy... wołają wszyscy: mężczyźni, kobiety, wyrostki i dziewczęta. Jakiejkolwiek. Każdą wezmą. Byle te parę groszy zarobić, nie dać dzieciom powoli umierać z głodu, nie patrzeć, jak zamarzają w izbach oddawna nieopalanych.

Ani jednego słowa, czy gestu żebraczego. W tych ciężko skrzywdzonych przez los ludziach tyle godności. Gdy się ich widzi i słyszy — wstyd ogarnia, że się jadło śniadanie, że obiad, bodaj najskromniejszy, w domu czeka, że się ma na sobie i buty i płaszcz i własne łóżko i pościel. Tam tego wszystkiego — niema.

Oto ogólny rzut oka. Do szczegółów powrócimy jeszcze.

Jaskiniowe warunki pierwotnych ludzi, o parę kilometrów od stolicy, od stolicy, która nie może pozostać obojętną na ten widok.

Apelujemy do serc Waszych. Czytelnicy. Redakcja nasza rozpoczyna imienną listę zbiórki na najbiedniejszych mieszkańców osiedla Tarnówek. Wszystko! Artykuły spożywcze, węgiel, drzewo, bielizna, ubranie, meble, naczynie, książki, mydło, środki opatrunkowe, apteczne, na osiedlu niema ani jednego termometru. Dr. R. z Kasy Chorych powiatowej przyjeżdza od czasu do czasu. Ale ciężko chorych dorosłych, a zwłaszcza dzieci, jest kilkaset. Bez żadnego ratunku i pomocy. Bez żadnego ratunku i pomocy, gdyż większość nic ma prawa należeć do Kasy Chorych.

   W imieniu siostry Teresy, samarytanki, zwracamy się z prośbą do wszystkich firm, instytucyj i całego społeczeństwa o nadsyłanie wszelkiego rodzaju ofiar na ręce redakcji ,.ABC‘‘ (Nowy Świat 22) lub na plebanję Targówek (Tykocińska 23, telefon: 10.06.06) na ręce ks. proboszcza Golędzinowskiego. Za każdą najmniejszą ofiarę, z góry Bóg zapłać! Od Was, Czytelnicy, zależy dziś tycie kilkuset istot skazanych na zagładę.  Emzet.

 

„Czekają w ciszy na... śmierć... Straszna rzeczywistość osiedla Targówek. Czytelnicy, ulżyjmy doli nieszczęsnych”. ABC, nr 22/1933.

We wczorajszym numerze ABC zaznajomiliśmy Czytelników naszych z ogólnym obrazem tego piekła nędzy, jakiem jest Osiedle Targówek. Zajrzyjmy dziś do poszczególnych domostw, by przekonać się do czego dochodzą ludzie, pozbawieni wszelkiej pomocy, bezradni i bezbronni wobec obecnych warunków bezrobocia, w jakich warunkach żyją i w ogóle żyć jeszcze potrafią.

— Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus — z tymi słowy otwiera Siostra Teresa Samarytanka, jedyna opiekunka opuszczonych nędzarzy Targówka, drzwi w ciemnej sionce jednopiętrowego, nieotynkowanego jeszcze, lecz bądź co bądź murowanego domku.

— Na wieki wieków — to chrześcijańskie pozdrowienie znajduje odpowiedź u wszystkich mieszkańców, których razem odwiedzamy. Długi a wąski, ciemno pomalowany pokój parterowy, z jednem oknem, wychodzacem na małe podwórko. Dziś śnieg pokrył jego wrzody, lecz nie trudno sobie wyobrazić, jak ono wygląda, gdy mróz odtaje. Na przeciwko okna, w odległości trzech do czterech kroków, szalecik otwarty. Obok śmietnik. Osiedle Targówek nie ma ani oświetlenia, ani też kanalizacji, ani wodociągów.

Przez brudne szyby sączy się żółte światło. Na wprost drzwi łóżko żelazne, na sienniku, którego środek tylko przykryty jest zgrzebnie brudną, nieforemną szmatą. Na poduszce czerwonej, bez powłoczki, pod kołdrą, która kiedyś dawno musiała być pąsowa, leży szkielet pergaminową skórą obciągnięty — to dogorywa już od września na gruźlicę, bezrobotny zdun, Niewiadomski. Kręci się dookoła chorego czworo jego dzieci. Najmłodsze liczy lat 3, poobwijane we wspomnienia chustki i różnych części garderoby męskiej, ojcowskiej widocznie, gdyż umierającemu nie są i nie będą już potrzebne. Najstarszy syn 18-letni na praktyce u majstra w Warszawie — zarabia trzy złote tygodniowo, to jest jedyny i wyłączny dochód tej rodziny, składającej się z 7-miu osób.

Temperatura pokoju nie różni się niczem od temperatury sieni, panuje w niej jedynie zaduch nieprzewietrzanej, a gęsto zaludnionej izby. Żona — symbol tępej rezygnacji, siedzi w nogach łóżka, prawie nie reagują oboje rodzice na nasze wejście — jedynie w oczach dzieci znać zaciekawienie, a potem radość z otrzymanych słodyczy.

Czekają w ciszy na śmierć — już się nie buntują, nie bronią, zmógł ich los, zbyt na ich barki ciężki.

Po stromych jak drobina schodach drewnianych wspinamy się na piętro innego domku — pokój duży, nieprawdopodobnie brudny, i zimny — na jednem dużem dość łóżku, z pod stosu szmat wyglądają trzy twarzyczki dziecięce: 7-mio, 6-cio i 4-letnie, białe jak opłatek, bez kropli jakby krwi, usta spieczone, oczy mgłą gorączki zasnute. Matka dowlokła się ostatnim wynikiem do kliniki na Pradze, tam przed tygodniem powiła bliźnięta,

— Jedno już nie żyje, może i drugie Bóg zabierze — opowiada ojciec, Karpiński, były sprzedawca pączków na ulicach stolicy. Ma lat 40 wygląda na 60. Dygocąc w palcie wytarłem, rozpala kupkę śmieci, papierów, szmatek i wiórków drzewnych, by zagotować chorym dzieciom wody. Otrzymał od nas butelkę soku, woda gorąca z sokiem ma rozgrzać poste żołądki chorych dzieci.

—Co im jest, Siostro — pytamy. — Nie wiem, pewno odra, bo tu straszna epidemja, ale niema w całem osiedlu termometru, nawet gorączki zmierzyć nie mam czem, a co już mówić o lekarstwach — odpowiada przez łzy zacna Siostra Teresa.

Przy bocznej uliczce, budka, była jatka, jak wyjaśnia Siostra Teresa. Szmat ubitej ziemi oszalowany deskami, szpary utkane słomą, spadzisty daszek, sterczy zeń rura żelaznego piecyka. Warszawska budka z wodą sodową, to w porównaniu willa-pałacyk. Drzwi uchylają się na tyle, że z trudem można się przecisnąć do wnętrza. Na przestrzeni 2 na 3 metry gnieździ się rodzina Marczaka, byłego pracownika wodociągów warszawskich. Eksmitowani w stolicy, 6 tygodni spędzili z siedmiorgiem dzieci pod gołem niebem — to schronienie zawsze lepsze od szczerego pola. Na całe umeblowanie 1 łóżko, mały stoliczek i paka drewniana, oraz mały żelazny piecyk, poza tem ruszyć się już nie można. Najstarsza 15-letnia córka trzyma najmłodsze roczne dziecko na kolanach, skupieni wszyscy przy piecyka jedzą z jednego garka zupę, ofiarowaną na ręce Siostry Teresy przez 36 pułk piechoty. Trzy litry zupy na ich dziewięcioro to jedyne całodzienne pożywienie. Prócz ojca i jednego synka, wszyscy bosi, bez pończoch, jakieś trepy tylko na nogach, tak wychodzę na 10-stopniowy mróz.

U wszystkich tych ludzi ani jednego odruchu żebraniny — spokojnie, cicho, z jakąś imponującą w takich warunkach godnością proszą wszyscy o jedną, jedyną rzecz — o pracę.

W dwóch izdebkach na poddaszu rodzina Elgasa. Pracował w magistracie warszawskim 2 lata i 8 miesięcy, zredukowany — przedtem nie był ubezpieczony, wobec czego podanie o zasiłek dla bezrobotnych oddalone. Matka poszła do Warszawy sprzedać jakąś ostatnią serwetę. W izbie młody silny mężczyzna z pięciorgiem dzieci od lat 10 do dwóch. Najmłodsza Anielka śpi na barłogu ze smoczkiem w buzi.

— Już dwa dni oka nie zmrużyła —wyjaśnia ojciec — podeszła za blisko do żelaznego piecyka, oparzyła kolanko, cała skóra zeszła. Biedne kolanko dwuletnie, omotane przyschniętą szmatką kolorową, co zwiększa jeszcze chyba cierpieniu. Mały Zygmunt czteroletni pilnuje siostry, siedząc na łóżku obok nici- macha nożynami dla rozgrzewki, jedna nóżka w bucika dziurawym, druga zupełnie bosa „bucik rozleciał się“ objaśnia nas. Jak bardzo już zziębnie, to starszy brat Maniek pożycza mu trochę jednego buta.

— Żeżbym mógł choć dorywczy jakoś pracę dostać — chociaż te 90 zł. na komorne zarobić, bo i stąd gospodarz wyeksmituje — mówi ojciec błagalnym szeptem.

Mieszkanie Kackiego, lakiernika z fachu, od 1,5 roku bez pracy. Drewniany, wąski, długi składzik, dobudowany do szczytowej ściany domku. Matka, on z żoną i czworo dzieci. Gdy -wchodzimy trzyletnia Marysia klęka przy łóżku i głośno zaczyna się modlić: Tatusiowi robotę daj Boziu — zieby chlebka psyniósł“ — Wszędzie dzieci — tyle dzieci.

Rozmawiamy z. kobietami — on stoi milcząc pod ścianą — otwarta, szczera twarz patrzy prosto w oczy, uczciwie. Tylko maskuły twarzy napięte wysiłkiem męki wewnętrznej — nie rozpogadza jej widok bochenka chleba i kawałka słoniny — to dziś, a jutro, pojutrze, za tydzień — myśl te czyta się w oczach, z których bucha wprost głucha rozpacz.

Zapytujemy go o fach — mus odpowiedzi rozpręża mu skuły, oczy zaczynają się zwilżać, krótka odpowiedź — lakiernik bez pracy — i znów wysiłek nieludzki, by cisnące się łzy powstrzymać. Spływają jednak powoli, duże ciężkie — czuje się, że nad łzami temi cierpi cała ambicja, cała godność ludzka tego młodego, silnego mężczyzny, który choć może, ma prawo pracować, mieć dom i rodzinę — tylko tej pracy zdobyć nie może. I wstyd nam czegoś i boli, żeśmy widzieli i zapomnieć tego widoku nie można.

Nie sposób o wszystkich pisać, litanja długa, wielki różaniec nieszczęścia i nędzy.

— Niech Pani napisze, tylko to, co Pani widzi — prosi Siostra Teresa — niepodobna, żeby wszyscy Czytelnicy mieli kamienne serca — niech sprawdzą, że wszystko rzetelna prawda. Co kto może, po parę groszy niech dadzą, czy z ubrania, z jedzenia, tu niewiadomo co pilniejsze, tu brak wszystkiego — dosłownie wszystkiego, ale najpilniejsza ochronka — dzieci trzeba ratować. Na początek, żeby choć 500 złotych. 

Rzeczywistość osiedla Targówek jest tak wymowna, że komentarze zbyteczne są chyba.

Tych, którym słowa nasze trafiły do serca, prosimy o nadsyłanie składek lub ofiar, bądź do redakcji naszej, Nowy świat 22, bądź na ręce ks. proboszcza Golędzinowskiego: Targówek, Tykocińska 23, dla Siostry Teresy Samarytanki.           

A B C w dniach najbliższych dniach poczyna imienną listę składek i ofiar na rzecz najbiedniejszych mieszkańców osiedla Targówek, z góry przesyłając instytucjom, firmom i społeczeństwu gorące „Bóg zapłać". Emzet.

 

 „Warszawa ma złote serce... Płyną dary na Osiedle Targówek

Inicjatywa zbiórki poczęta przez ABC zatacza coraz szersze kręgi”. ABC nr 26/1933.

W dniu wczorajszym zgłosiła się do Redakcji naszej siostra Teresa Samarytanka, zacna opiekunka najnieszczęśliwszych biedaków osiedlu Targówek. O beznajdziejnej nędzv tych ludzi i jaskiniowych warunkach egzystencji pisaliśmy obszernie przed paru dniami. Apel ABC do mieszkańców Warszawy znalazł głęboki oddźwięk. Płyną na ręce Redakcji ofiary w naturze i składki pieniężne na uruchomienie niezbędnej ochronki. Codziennie drukujemy imienne listy ofiarodawców, liczba ich wzrasta stale.

Siostra Teresa uśmiecha się przez łzy. Tak pragnęłaby każdemu z ofiarodawców osobiście podziękować.

— Gdybym miała czas i możność, chodziłabym od jednego do drugiego, żeby im opowiedzieć, ile już zdołałam, dzięki Nim, zaopatrzyć dzieci i dorosłych w bieliznę i ubranie. Pobłogosławić za złote ich serca. Niech im Bóg stokrotnie odpłaci za tych biedaków.

Siostra Teresa przynosi szczegółowy spis rzeczy zawartych w paczkach. Dokładny wykaz rozdanych pośród biednych przedmiotów. Mówi szybko, nerwowo! W słowa gorącej podzięki wplatają się co chwila zdania, rozpoczynające się od słów:

—        Ale jeszcze...

—        Taki mróz wziął teraz — mówi siostra — a tam nikt nie ma węgla ani drzewa! W izbach chłód, w kubełkach woda pokrywa się warstwą lodu.

—        Jak się ludzie dowiedzieli, że przyjechał samochód z paczkami, obiegli domek. Do trzeciej w nocy stali na mrozie. Do okienka pukali błagając o pomoc. Pewien ojciec przyniósł dziecko bose, nóżki swoim lichem paltem owinął. Płakał ze szczęścia, gdy dziecku pończoszki i buciczki wkładał.

130 osób obdzieliła siostra Teresa, ale dużo jeszcze odeszło płacząc, z pustemi rękami. Nie wystarczyło dla wszystkich.

Jedna z najważniejszych potrzeb to mydło. Są dzieci, co od pół roku już nic były myte, obrosły brudem. Na ciele głębokie rany przez brud wyżarte. Dalej, najelementarniejsza apteczka. Wata, bandaże, talk dla niemowląt, jodyna, aspiryna, walerjana, olej rycynowy, ceratka, spirytus itd.

—        Żeby tak wannę jaką, kubełek, miednicę, kociołek czy garczki dla zagrzania wody. Możeby się znalazły gdzie stare łóżka. Po pięć, sześć osób sypia na jednem łóżku, chorzy i zdrowi dorośli i dzieci!

W ramach prasy zmieścić można jedynie setną część tej nieludzkiej niedoli, której na imię osiedle Targówek.

Chleb i mleko, te dwa podstawowe produkty spożywcze, są tam artykułami tak rzadkiemi, jak egzotyczne owoce. Sami widzieliśmy siedmiomiesięczne bliźnięta ssące za- miast smoczka ostrugane surowe kartofle. Matka — karmicielka — od szeregu dni nic poza kwaszoną kapustą nie miała w ustach!

— Główki dziecięce porosły kołtunem — niema maszynki, żeby je postrzyc — skarży się siostra Teresa. — Gdybym je mogła wyrwać z tego niewypowiedzianego brudu, mam wrażenie, że jużby im było trochę lżej.

Czytelnicy ABC ofiarnością swą otarli już nie jedną łzę. Wszystkim ofiarodawcom, którzy tak licznie i hojnie wzięli udział w naszej akcji ratowniczej w imieniu najbiedniejszych Targówka, siostry Teresv i własnem, przesyłamy gorące Bóg zapłać. Dalsze ofiary w gotówce przyjmować będzie wyłącznie kantor administracji ABC, ul. Zgoda Nr. 1. Paczki z żywnością i odzieniem prosimy nadsyłać pod adresem redakcji ABC (Nowy świat 22), względnie bezpośrednio na plebanję w Targówku (ul. Tykocińska 23).

   W wyniku akcji medialnej na Targówek- Osiedle z całego kraju popłynęły paczki z żywnością, odzieżą a nawet ofiary pieniężne od osób prywatnych i instytucji, chorym udzielali bezpłatnych porad lekarze. Jakie były dalsze losy siostry Teresy Samarytanki i co udało się jej założyć na Osiedlu- w następnym odcinku.  

 

 

17:28, tomek81277 , historia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 kwietnia 2016

Ziemie Elsnerowa i Utraty obwiedziono żółtą kreską (1871 r.)

 Jak wyglądał Elsnerów w czasach, gdy mieszkał tu słynny kompozytor i jego potomkowie?  Dowiemy się tego z aktu licytacji majątku. 

  W 1870 r. kolonie Elsnerów i Utrata, leżące w państwowych dobrach ziemskich (ekonomii) „Warszawa”, w Okręgu, Powiecie i Guberni Warszawskiej, gminie Brudno, parafii Praga, znajdowały się w użytkowaniu wieczystym Ludwiki z Nideckich Kosteckiej, wdowy po Wincentym Kosteckim, wnuczki kompozytora Józefa Elsnera (zmarłego w 1854 r.). Zamieszkiwała ona faktycznie w Warszawie przy ul. Dzielnej 5/6. Ciążył na niej obowiązek opłacania w miesiącu grudniu podatku (kanonu) z kolonji Utrata w wysokości 73 rs. 80 kop. rocznie w ratach kwartalnych oraz z kolonji Elsnerów po 70 rs. rocznie.  Od 1868 r., na okres 9 lat, dzierżawił od Kosteckiej obie kolonie Feliks Grabowski, płacąc 2025 a następnie 1875 rubli srebrnych rocznie. Wierzycielami Kosteckiej (na sumę prawie 1000 rs) byli:  

- Dobę v. Dobyszę z Feinmesserów Buchwejtz, wdowę po Moszku Buchweitz, z własnych funduszów utrzymującej się, pod N. 2255 (ul. Nalewki);

- Wolfa Buchweitz handlującego pod N. 2255a;

- Szlamę Buchwejtz handlującego w imieniu własnem pod Nr. 1087 (ul. Twarda),

Niewykluczone, że Kostecka podpisała weksle tych osób jako zabezpieczenie zobowiązań pieniężnych (kredyt lub zapłata za jakieś towary czy usługi). Na żądanie wierzycieli, decyzją Izby Skarbowej Warszawskiej z dnia 27 marca 1870 roku oraz Walentego Supryniowicza, Komornika przy Sądzie Apelacyjnym Królestwa Polskiego kolonie zostały zajęte w drodze sądowej przymuszonego wywłaszczenia i wystawione na licytację. Informację o zajęciu  doręczono wójtowi gminy Brudno, Anastazemu Frejzler, urzędującemu we wsi Targówku pod Warszawą.

    Obie kolonie, chociaż przedzielone obcą własnością, stanowiły jednolite gospodarstwo i miały wspólne zabudowania znajdujące się  na folwarku Elsnerów.

    Utrata zajmowała powierzchnię 91 mórg magdeburskich i 140 prętów (23 ha). Był to trójkąt ziemi, w okolicy dzisiejszych ulic Zabranieckiej, Księżnej Anny, Niesulickiej i Matuszewskiej, u rozdroża starego traktu z Pragi do Ząbek i Kawęczyna.

  Elsnerów zajmował 269 mórg nowopolskich 263 prętów (150 ha), „czyli 138 dziesiatyn  727 sażeni  w przybliżeniu licząc, z tego jednak gruntu z kolonji Utrata odchodzi 4 mórg  28 pręt, a z kolonji Elsnerów 29 mórg 282 pręt  tak pod kolej żelazną, jakoteż do sąsiedniej kolonji Lewinów i pod uwłaszczonych włościan zajętego”. Terytorium Elsnerowa obrazuje mapka. 

   Z inwentaryzacji Elsnerowa wynika, że było tu: 5 domów (4 kryte gontem, 1 słomą), karczma, kuźnia, jatka oraz liczne zabudowania gospodarcze (3 obory, 2 stodoły, stajnia, spichrz, wozownia, porządkownia, szopa, bróg, 3 chlewy, 3 studnie, 2 piwnice, kloaka). Ich lokalizację możemy ustalić na podstawie mapy z tamtego okresu ( o ile wiernie odtwarzała topografię terenu). Zapewne budynki nr 1 i 6 znajdowały się na folwarku (okolice połączenia ulic Nefrytowej i Ametystowej, zakręt ul. Tarnogórskiej za ul. Krzesiwa), a nr 6 to był najprawdopodobniej skromny, elsnerowski dwór. Sadzawka (pokryta rzęsą) znajdowała się jeszcze w latach 50-60. XX w. na terenie dzisiejszych posesji Tarnogórska 37-39 i służyła jako wodopój dla bydła, wspomniany kanał płynął m.in. przez ul. Ametystową i na tyłach dzisiejszej Biedronki. Zachował się nawet fragment rowu na posesji przy ul. Perłowej. Co do karczmy, możemy domyślać się, że chodzi o dzisiejszą ceglaną „Czerwoną Karczmę” (ul. Radzymińska 188). Kuźnia i jatka mogły istnieć przy ul. Tarnogórskiej róg Bajecznej, lub na ul. Radzymińskiej, tam, gdzie warsztat kowalski prosperował przed 1939 r.

Tu był folwark Elsnerów- narożnik pd-zach. 

 Szczegółowa lustracja folwarku Elsnerów wymienia następujące zabudowania:

1. Dom z drzewa pod dachem słomą krytym, u jednym kominie murowanym i drugim takimże mniejszym.

2. Piwnica murowana w ziemi, w wyższej części drewniana gontem kryta.

3. Dzwonek na słupie drewnianym w ziemię wkopanym.

4. Dziedziniec sztachetami z łat a w części płotem z chrustu ogrodzony.

5. Studnia drzewem cembrowana z wałem i łańcuchem żelaznym tudzież kubłem, gontem kryta.

6. Dom z drzewa zbudowany gontami kryty, o dwóch kominach murowanych.

7. Budynek z drzewa pod gontem, oborę i stajnię mieszczący.

8. Piwnica drzewem cembrowana, obladrami pokryta.

9. Stodoła z drzewa pod słomą o dwóch klepiskach.

10. Spichrz z drzewa pod dachem słomą krytym.

11. Wozownia z drzewa gontami kryta.

12. Porządkownia czyli budynek z drzewa pod gontem.

13. Chlewy z drzewa pod gontem.

14. Kloaka z drzewa gontem kryta o dwóch sedesach.

15. Szopa czyli dach słomą kryty, na słupach drewnianych wsparty.

16. Sadzawka i kanał zawodnione.

17. Ogród dziki i fruktowy obszerny około mórg 6 obejmujący drzew fruktowych około sztuk 40 tudzież znaczną ilość dzikich.

18. Dom z drzewa zbudowany o dwóch kominach murowanych, gontem kryty.

19. Studnia drzewem cembrowana pod dachem goncianym z wałem, łańcuchem i kubłem.

20. Obórka z drzewa pod gontem.

21. Stodółka z drzewa pod gontem.

22. Bróg czyli dach słomą kryty, na 4 słupach w ziemię wkopanych wsparty.

23. Karczma z drzewa zbudowana deskami szalowana, jednopiętrowa o 2 kominach murowanych nad dach tekturą smołowcową kryty wyprowadzonych.

24. Domek mały z drzewa pod deskami, o 1 Kominie murowanym, u także przystawka mała z drzewa również pod dachem.

25. Obórka z drzewa pod gontem.

26. Studnia drzewem cembrowana z żurawiem i kubłem.

27. Dom z drzewa pod gontem o 2 kominach murowanych.

28. Kuźnia z drzewa pod gontem o 1 kominie.

29. Jatka rzeźnicza z drzewa pod deskami.

30. Chlewek z drzewa pod gontem.

31. Chlewek mniejszy takiż.

    Przywilej propinacji (obrotu alkoholem) w Elsnerowie dzierżawił od państwa Stanisław Żelechowski, opłacając z tego tytułu  rocznie 750 rsr. Należały do niego dom pod nr. 20 (zapewne wspomniana karczma) oraz jatka rzeźnicza. Za wynajmowanie jatki Icek Isberman opłacał mu 60 rs. Kowal Franciszek Giżyński płacił 75 rs. podatku od kuźni. Stado krów („pacht”), hodowane na folwarku, opodatkowane było „opłatą od garnca”.

 *Pręt= 1,5 ha

*Dziesiatyna= 1,09 ha

Polub stronę i wpisy na FB

https://www.facebook.com/warszawazacisze.blox

13:08, tomek81277 , historia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 kwietnia 2016

Zobacz album 27 zdjęć

https://www.flickr.com/photos/33189092@N03/albums/72157666761753535/with/26163325631/

     

Bateryjka północna w 2007 i 2016 r.

   Na terenie ogródków działkowych na Elsnerowie trafimy na dwa podłużne, półkoliste jeziorka, które stanowią pozostałości po fosie okalającej fort XIIa Twierdzy Warszawa. To cieszące się przed wielu, wielu laty popularnością kąpielisko Bateryjka (nazwa właśnie od baterii dział).

    Dr Lech Królikowski pisze w monografii Twierdza Warszawa:  "Fort XIIA, a właściwie punkt oporu, w niemieckiej encyklopedii Broekhausa (w haśle „Warschau") okre­ślany jest jako fort „Ząbki", ale najczęściej używana nazwa to fort „Lewinów". Rosjanie na swoich planach fort ten określali mianem „Zacisze". 

Był to jeden z serii sześciu podobnych obiektów o charakterze uzupełnia­jącym, które powstały w obydwu pierścieniach twier­dzy, w latach 1889-1892. Narys dzieła niewątpliwie nawiązywał do tzw. narysu kleszczowego. Był to obiekt jednowałowy, posiadający w wale czołowym dwa betonowe schrony; prawdopodobnie otaczała go fosa.

Fort usytuowany na podmokłym i bagnistym tere­nie najniższego tarasu akumulacyjnego Wisły, miał wyjątkowo korzystne (jak na warunki warszawskie) położenie, m.in. ze względu na grząskie przedpole z licz­nymi drobnymi przeszkodami wodnymi.

Zadaniem fortu była obrona przestrzeni pomiędzy Koleją Petersburską a szosą Radzymińską oraz oby­dwu tych szlaków komunikacyjnych.

Na mocy rozporządzenia o kasacji twierdzy z 31 stycznia 1909 r. fort został zlikwidowany w 1913 roku.

Dekretem Prezydenta Rzeczypospolitej z 9 kwiet­nia 1936 r. (Dz.U. Nr 30, poz. 242) zezwolono na sprze­daż z zasobów wojska 12.46 ha gruntów pofortecznych Lewinów, z przeznaczeniem uzyskanych środków na Fundusz Obrony Narodowej".

 

Schemat fortu XIIa  (L. Królikowski) i widok z dwupłatowca (zacisze.info.facebook)

  Na mapie z 1886 roku fort XII zaznaczono z przesunięciem na oś obecnej ul. Diamentowej, prawdopodobnie dla zmylenia artylerii przeciwnika.

  Po kasacji znaczną część fosy zasypano, pozostawiając od strony zachodniej dwa malownicze zakola, przypominające kształtem  „półksiężyce”. Być może stanowiły one osłonę dla dwóch betonowych prochowni wojskowych, wzniesionych w latach 20 XX w. na wypadek obrony Warszawy- po wydarzeniach z 1920 r. Niewykluczone, że punkt oporu  nie był do końca zniszczony i wykorzystano do celów militarnych prochownie carskie. Przed wojną i  krótko po niej okoliczne ziemie dzierżawił od wojska Ludwik Jarzębski jako majątek „Zbrojownia” (30 ha).  

Bateryjka południowa w 2007 i 2016 r.

   Narys fortu jest doskonale widoczny na zdjęciach lotniczych Warszawy z 1945 roku. Owe półksiężyce- „bateryjki” są hasłem, na które ożywia się starsze pokolenie Zaciszan. Większość osób wymienia je z zachwytem w pierwszym rzędzie wspomnień o dawnym osiedlu. Właśnie na Bateryjkach nauczyła się pływać połowa Zacisza z pierwszej powojennej dekady. Opisywał je wraz z prochowniami Czesław Strzałecki, który mieszkał w tej okolicy tuż po II wojnie. Z kolei Szczepan Jastrzębski z Pospolitej opowiadał o prochowniach jako kwadratowych budowlach z półokrągłym wejściem, murami kilkumetrowej grubości i pochyłym dachem, na który dzieciaki próbowały wskakiwać z rozpędu. Jak pokazują stare mapy, pomiędzy bateryjkami, w miejscu przebiegu fosy, istniało kilka innych oczek wodnych. Woda wyróżniała się czystością. Gdzieś w latach 60. prochownie wysadzono w powietrze, a teren całkowicie zniwelowano, przygotowując go pod założenie ogrodów działkowych Energomontażu pod nazwą „Wypoczynek” (ok. 1973 r.). W dwóch miejscach, na granicy działek i alejek, tkwią omszałe okruchy betonu po prochowniach. Podobno gdzieś zachowała się stara studnia pod gruzami…

    Dziś Bateryjki są otoczone bujną zielenią, płaczącymi wierzbami, na krańcach zarastają trzciną, odzywają się rechotem żab, w maju pływają po nich kaczki z maleńkimi kaczuszkami. Stanowią malowniczy akcent wśród przesadnie zagęszczonej zabudowy Zacisza, choć trudnodostępny (teren prywatnych ogrodów strzeżony przez ochronę) i powszechnie zupełnie nieznany. I chyba tak dla nich lepiej...

Pozostałości prochowni południowej

Teraz też na Facebooku: 

https://www.facebook.com/profile.php?id=100010272584323&fref=nf&pnref=story

20:51, tomek81277 , historia
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 marca 2016

    Nowa ulica- "Strużańska". To dawny, 150- metrowy odcinek Lewinowskiej, prowadzący od bramy ogrodów działkowych "Wypoczynek" do ul. Łodygowej. Nie ma przy nim żadnych domów. Nazwa wiąże się z częścią Marek- Strugą. Ulica o tej samej nazwie istnieje w gminie Nieporęt, jako część drogi wojewódzkiej nr 632, pomiędzy Rembelszczyzną a Czarną Strugą. W miejscu stacji benzynowej i znajdujących się w tyle budynków istniał w czasie II wojny światowej hitlerowski obóz pracy przymusowej- zginęło w nim wielu Polaków (szczegóły niebawem). 

   Ostatnie miesiące zagłębia handlowego na Łodygowej. W związku z planowaną (od ilu lat...) przebudową tej ulicy (poszerzenie do dwóch pasów ruchu, chodniki i ścieżka rowerowa), obiekty handlowe widoczne na zdjęciu znajdą się w pasie poszerzanego skrzyżowania. Po lewej do usunięcia przewidziana jest cukiernia i sklep z farbami, po prawej kebab, kiosk i pawilony na podwórzach posesji (spożywczak, Oskroba, Grzybki). Przestanie straszyć skład budowlany (pordzewiałe kontenery i zachlapane szmaty reklamowe) u zbiegu z Pszczyńską, do rozbiórki idzie domek naprzeciw wylotu Przewoźników. Jakiś czas temu przestały działać delikatesy pod nr 3, a dom jest wystawiony na sprzedaż. Czy właściciele tych punktów przeniosą ich działalność np. na plac po trumnach albo plac "w dołku" za kebabem? To byłby zaczątek zaciszańskiego bazarku...

 

   Znikają stare zaciszańskie domostwa. Dużo wyburzeń w okolicy kościoła: przedwojenny dom Wojciechowskiego na rogu Korzystnej (14) i Brodowskiego (na zdjęciu), przy Rozwadowskiej- między domem organisty a Pospolitą (15) oraz domek kościelnego Sobczyka naprzeciw wylotu Skrzypcowej, przy Ładnej (12). Rozwalono połówkę przedwojennego domu Zofii Białeckiej na rogu Jórskiego i Łokietka (44), zniknął ceglak na Jórskiego 10. Wiele innych budynków, czasem w miarę nowych, sprawia wrażenie niezamieszkanych, chylących się ku upadkowi, tu i ówdzie powiewa płachta: sprzedam. Dla równowagi (?) na miejscu zburzonych małych domków wyrastają nowoczesne budowle, np. na Remontowej, Chmurnej 5, Czarnej Drodze, Spójni, Kanałowej przy Moszczenickiej, Młodzieńczej 13 czy Radzymińskiej naprzeciw Określonej. Na pierwszy rzut oka zbyt wielkie w stosunku do parceli i sąsiednich budynków. Zacisze staje się urbanistyczną graciarnią. Taka jest cena bliskiego położenia osiedla wobec centrum, a w ostatnich latach- wdrożenia w życie planów budowy metra. Na pociechę- place zdrożeją, na obrzydzenie: będzie ciaśniej i głośniej. 

Wszystkie zdjęcia: Mapy Google. 

18:49, tomek81277 , osiedle
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 marca 2016

Wejście do sklepu


    Większość rdzennych Zaciszan bezbłędnie kojarzy nazwisko i sklepik Zawadzkich- przez pół wieku ważny punkt na mapie handlowej osiedla (artykuł także na nowej stronie https://www.facebook.com/targowekbrodnozacisze/).

    Stanisław i Zofia Zawadzcy prowadzili go nieprzerwanie od 1945 roku do 1995 r., gdy oboje odeszli zza lady na wieczny spoczynek. Stanisław  urodził się w 1916 r. w Grądach Lubelskich koło Bełżyc. W wieku 12 lat po śmierci ojca (powstańca styczniowego i Sybiraka) opuścił dom, by zarabiać na utrzymanie. Uczęszczał do szkoły rzemieślniczej, mieszkał w bursie, terminował u stolarza, wreszcie zatrudnił się w Fabryce Kamlera. Pracował też w modelarni wydziału MEL Politechniki Warszawskiej. Samodzielnie wykonał meble domowe (biurko, stół). W latach 1933-35 odbywał służbę wojskową w artylerii konnej. Miał zaszczyt trzymać wartę przy grobie Marszałka, którego był wiernym zwolennikiem. Nawet w komunistycznej PRL miał zawieszony w domu portret Piłsudskiego ( „na wszelki wypadek” milicja zabierała go swego czasu do więzienia na czas obchodów 1 Maja). Po ślubie z Zofią od 1943 r. mieszkali na Rybakach; po zburzeniu domu zamieszkali w marcu 1945 r. na Zaciszu u Roguskich (dziś Młodzieńcza 8). Wkrótce kupili ceglany dom pod nr 3a i otworzyli w nim sklep spożywczy. W grudniu przeżyli napad rabunkowy. W 1956 r. od strony Radzymińskiej dobudowali się Brożowie (również prowadzili sklep). Między domem a obecną remizą straży pożarnej przepływał od strony Kolejarskiej ku szkole dość głęboki kanałek. Studnia znajdowała się u Brożów (wodociągi przeprowadzono w latach 50.). Na fortówce (Sienkiewicza, od 1954 r. Młodzieńczej) leżał bruk. Do sklepu wchodziło się po 6-8 schodkach, co widać na fotografiach. Pan Zawadzki posiadał konia, który służył m.in. przy odgruzowywaniu Warszawy i zwożeniu cegieł na budujące się przedmieścia. Zaopatrzenie sklepu p. Stanisław wykonywał na bazarze na Brzeskiej, na Korsaka, na Banacha, pszenicę przywoził z Serocka, odwiedzał też targi w Legionowie, Pułtusku i Wyszkowie, gdzie zaopatrywał się hurtowo. Ponoć sprowadzał śledzie znad Bałtyku. Na handlowe wojaże wyruszał Żukiem, którego sam sprowadził z lubelskiej fabryki, posiadał także Citroena, DKW (uruchamianego „na pych”) oraz widocznego na zdjęciu Wartburga 312 o „wielkim promieniu skrętu”. Wiernym towarzyszem był pies Czaruś.

Dom Brożów i Zawadzkich, wczesne lata 60. XX w. 

Stanisław Zawadzki, w tle ulica Młodzieńcza i dom Hendygierów (nr 4)

  Pan Stanisław Zawadzki położył wiele zasług dla lokalnej społeczności: oprócz stałego zaopatrywania Zaciszan w świeże warzywa, nabiał i chleb, budował szkołę nr 84, Dom Kultury, służył w Ochotniczej Straży Pożarnej (do czego jeszcze wrócimy…). Jako wytrwałemu „kapitaliście” władza ludowa starała się zaszkodzić z każdej strony- przetrwał domiary, wysokie podatki za prowadzenie działalności, kary… za brak abonamentu rtv. W 1998 r. dom pod nr 3a został sprzedany. Przez jakiś czas w obłożonym białym sidingiem budynku mieścił się bar „Arka” (posiadał nawet letni ogródek, który od zgiełku ulicy osłaniały wielkie tuje w donicach), obecnie prosperuje tu restauracja „White Sushi”- jej dwusalowe, przytulne wnętrze można obejrzeć na Mapach Google; w podwórzu ulokowała się myjnia samochodowa.  Nie zmieniła się bryła budynku, dwuspadowy dach, wejście jest ciągle w tym samym miejscu. Może zachowanie tej tradycji przyniesie właścicielowi prosperitę przez kolejne 50 lat?

  

Państwo Zawadzcy i ich córka

  Z niewielkiego wnętrza sklepu niedużo pamiętam. Lada z dwóch stron, kulturalny właściciel w granatowym fartuchu i okularach, charakterystyczny zapach jabłek i pysznej kwaszonej kapusty, trzymanej tak jak ogórki w beczkach pod ścianą. Zawsze kolejka wiernych klientów (jak napisała Krystyna Rubiec-Masalska, "chodziło się nie do warzywniaka, ale do państwa Zawadzkich"), w latach 80. korzystających również z udostępnianego przez właścicieli telefonu. Pszenica w workach, którą odważano na szalkowej wadze i przesypywano mi po 5 kg do dwóch toreb. Ile było mozołu z targaniem tego oburącz przez całą Młodzieńczą! Przeszklona lada, w której eksponowano rarytasy: cukierki, suche lody, chyba lizaki, oranżadę (wcześniej tę z ceramicznym kapslem), strzelające prażynki. Suche wielkie wafle, wyrabiane na Gliwickiej u Damięckiego, chrzan tarty na Fersta, warzywa w skrzynkach na podłodze, włoszczyzna. Tu nabywało się metalowe naboje do syfonów. Dzieciaki wracające z 84 wpadały po prostu po oranżadę, może gazowanego, niezapomnianego "Ptysia" i bułkę. Podobno była też papryka konserwowa w słoikach, po którą przyjeżdżał mercedesem smakosz z Rolanda. Myślę, że w dzisiejszych czasach sztucznej żywności taki sklep przeżyłby renesans- przecież zieleniaki koło pętli mają się świetnie, a ile jest lamentu przy likwidacji bazarku!

  

  Córka państwa Zawadzkich- Zofia, mieszkająca obecnie z mężem Henrykiem i córką Katarzyną na pobliskiej ulicy, inżynier gazownictwa, niegdyś ławnik społeczny w Sądzie Okręgowym, kształciła się w szkole muzycznej na ul. Bednarskiej. Grała na pianinie pod okiem pani Wiłkomirskiej oraz na akordeonie, trenowała koszykówkę w Polonii, wyjeżdżała na obozy i zgrupowania z Legią. W latach 1973-1992 mieszkała na Stegnach. O Zaciszu, jego dawnych mieszkańcach i ulicach mogłaby opowiadać godzinami, więc … ciąg dalszy nastąpi.

Dom Brożów (po lewej) i dom Zawadzkich (dziś sushi) w 2014 r. (maps.google.pl)

   Państwa Zawadzkich poznaliście już podczas spaceru Młodzieńczą w kierunku ledwie zasadzonego Lasu ok. 1960 r.- zdjęcia tu:

http://warszawazacisze.blox.pl/2015/08/Mlodziencza-1959-r-foto-wspomnienie.html

http://warszawazacisze.blox.pl/2016/02/Kondratowicza-1959-1963-fotowspomnienie.html

http://warszawazacisze.blox.pl/2015/10/A-gdy-nie-bylo-Lasu-Brodnowskiego-Foto-wspomnienie.html

10:46, tomek81277 , historia
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 marca 2016

1861 r.

Część 1- z mapą ogrodu z 1845 r:

http://warszawazacisze.blox.pl/2016/03/Zacisze-Guminskiego-Ogrod-restauracja-i-zabawy-1.html

Zacisze stało się miejscem, w którym wypadało pokazać się nawet warszawskiej elicie. Jego sława ugruntowała się w 1846 r. „Wczorajszy dzień był prawdziwie Lipcowy. Poranek nieco chłodny, zamienił się w dzień skwarny. Słońce oświecało żywym blaskiem prostopadle idących promieni, całe nasze ozdobne miasto. Na tle tego obraza, na tych ulicach piękności niepospolitej, na ścieszkach ogrodów publicznych i prywatnych, i po miejscach spacerowych, snuły się długie szeregi mieszkańców wszelkiego stanu. Wesołość objawiała się na licach, bo czas pogodny i miły, niezachmurzone niebo, umieią rozpędzać najsmutniejsze myśli. Biedni Anglicy, dla tego tak cierpli na splen i melancholją, bo w nich słońce wielkim iest raritasem. Możem zaręczyć z góry, że gdyby który z Dżentelmanów dumnego Albjonu przybył na lato do Warszawy, pewnoby nabrał dobrego humoru, na widok ozdobnego miasta, ślicznych iego Obywatelek i pięknych tualet, w iakie stroią się miłe Warszawianki. Wczoraj te śliczne istoty uczestniczyły we wszystkich zabawach. Było ich pełno w ogrodzie wód mineralnych, na kolei żelaznej, w Alejach, w Saskim Ogrodzie, po ulicach, w oknach i balkonach, u Ohma, na Czystem i w ogrodach rozprzedaży fruktów. (Wyborne wiśnie, doskonałe truskawki, pochodzą z wzorowych zakładów ogrodniczych JPP. Ulricha, Czepińskiego, Piskorowskiego, Akermana, Wiejskiej Kawy, Doliny Szwajcarskiej i innych, których tu wyliczać byłoby za długo, a których wziętość od lat dawnych znana, poleceń prawie nie potrzebuie). Wieczór najpogodniejszy zakończył dzień wczorajszy, który prawie cała ludność Warszawy, iak owi Neapolitańscy lazaroni, pod otwartem niebem przepędziła. Spacerom do późna trwającym przyświecał Xiężyc, ten piękny kaganiec nocy. Ogród nowy przy ulicy Pokornej, Ogródek Wiejski i tp. miały Gości; zwiedzano oraz Lewicpol i Zacisze”.

    Liczba zaciszańskich gości, zwłaszcza w dni świąteczne, dochodziła nieraz do 4000, toteż zdecydowano się na uruchomienie regularnej komunikacji z Warszawy. Szteinkelerki (rozkładowe dyliżanse pasażersko- pocztowe) wspomogły więc omnibusy Sejdlera, odchodzące z placu pod łazienkami Majewskiego przy Bednarskiej, w niedziele i święta od od godz. 7 do 12 oraz od 15 do 22. Cenę przejazdu „w chęci uczynienia przysługi Publiczności, i ułatwienia Lubownikom letnich spacerów, częstszego zwiedzania przyjemniejszych okolic Warszawy” obniżono aż do 12 kopiejek (24 grosze). P. Seidler wysyłał z przed mostu "omnibusy zawsze pełne". W dzień powszedni można było wynająć Omnibus w Sklepie Mydlarskim pod firmą Karol Scholtze przy ulicy Senatorskiej, naprzeciw domu Rezlera.

1845 r.

     W 1846 r. prasa pisała: „Kto z Warszawian chciał bawić się wczoraj, miał trudny wybór, a raczej wybór jak na rozstajnej drodze. Tędy na most po kąpieli, blisko do Zacisza i Lewicpola, Omnibus w chwili ie dosięga, a miły urok gajów zawsze cienistych, przyjemne myśli rodzi.”

     W 1847 r. Zacisze znajdowało się wciąż na topie. „Korzystając z pogody, pragnąłem zwiedzić piękne Zacisze za Pragą, i odetchnąć świeżem powietrzem zasilającem zdrowie w tamecznych roskosznvch gaiach; przeieźdzaiac wczoraj, postrzegłem wyborną drogę do Zacisza, z powodu odbudowania na nowo takowej”- zachwalał redaktor poczytnego dziennika.

13 maja w Zaciszu grał tercet Bondasiewicza, w razie niepogody zapraszano gości pod nr. 440 w domu Jonaszowej przy ulicy Krakowskie Przedmieście. Omnibusy kursowały „tam i na powrót z ulicy Bednarskiej”.

W 1850 r. w Zaciszu, „tylko 3 wiorsty od Rogatki Ząbkowskiej”, gościom oferowano „do najęcia rozmaite lokale większe i mniejsze, obok pięknego ogrodu, na pomieszkania letnie”.

W 1851 r. restauracja i kawiarnia w Dobrach Zacisze była do wynajęcia na okres roku lub na trzy lata, oferowano przy tym „lokale do najęcia, na czas letni”. Wiadomości o cenie i warunkach najmu udzielał urzędujący na miejscu Kalinowski, Assessor Ekonomii Warszawskiej i Wójt Gminy Zacisze oraz właściciel dóbr – niejaki Kobełka.

W 1852 r. oferowano do wynajęcia „stancje na porę letnią lub na rok, u całości lub w trzech częściach osobnych, z możliwością umieszczenia koni”.

1846 r.

W połowie XIX w. mieszkańcom Warszawy do świątecznego wypoczynku udostępniono poza Zaciszem kilka nowych miejsc. „Gdzie się tylko ruszyć poza obręb Warszawy, wszędzie jak najpiękniejsze mamy okolice, już to dla zamieszkania na czas lata, już dla odetchnienia wiosennem powietrzem. Do takich należą wspaniały Willanów, z czarującym Natolinem, Wierzbno, Mokotów, Włochy, Czyste, Ruda, a za Wisłą: Zacisze, Lewicpol, itd. Do rzędu tych winniśmy policzyć także co rok odmładniający się więcej, Grossów, czyli jak nazywaliśmy Alexandrówke, tuż za Marymontskiemi rogatkami leżącą. Wszystkie dogodności dla przyjeżdżających chwilowo spacerem, jako i dla stałych letnich pomieszkań obmyślone tam zostały. Jest woda, są piękne łodzie, ogród, lasek, kąpiel, i dostarczająca wszystkiego w blizkości Kaskada, a nawet miejscowa Grossowska lodownia, tyle użyteczna wśród lata. Co Niedziela i święto, dzwonek Kamedulski, na modlitwę przywoła, a spacer laskiem do Kościoła Bielańskiego, jak najprzyjemniejszy”. Po 1852 r. znajdujemy coraz mniej wzmianek o zaciszańskim ogrodzie. Faworyzowany jest zakład gastronomiczny Tyslera z ogródkiem na ul. Długiej 590, zwany „Zaciszem”, nie mający jednak z praskim odpowiednikiem nic wspólnego. 

    W dniu 7  lipca 1861 r. z „Ogrodu do Kolonji Zacisze” skradziono pływającego po stawie Kaczora Indyjskiego. Właściciel apelował w prasie: „uprasza się o zwrot onego do tejże Kolonji; przytem nadmienia się, ze Właściciel nieprawy jest znany i był widziany w karczmie z tymże Kaczorem”.   

1868 r.

    W 1862 r. popularność Zacisza zaczyna przygasać. „Czas uczęszczania do Zacisza znowu z modą przeszedł, z nią ustała i wysyłka tamże omnibusów”. W 1869 r. istniało jeszcze na mapie podmiejskich atrakcji: „Wczorajszy dzień pogodny, sprawił prawdziwą niespodziankę amatorom niedzielnych spacerów- to też tłumy ich na wszystkie strony się snuły. Mnóstwo osób jechało powozami do Willanowa, a nawet  mniej rozgłośne obecnie Zacisze, Gocław i Nowa Praga, wabiły do siebie spacerujących.

    Zwiedzających odstraszała także aura i zimniejsze miesiące: „Onegdajsza niedziela błotna i słotna, nie ożywiła w niczem ani Nowej ani Starej Pragi. Dorożki i obdrapane bryczuszki snuły się to w tę, to w ową, stronę, nielitościwie obryzgując błotem przechodniów chodnikowych. Park Aleksandrowski zasypany został hojnie liśćmi, które silny wiatr sobotni rozrzucał po całym obszarze pragskim. Warszawiacy wychodzą na most, a nawet zaglądają na Pragę, lecz co prędzej zawróciwszy się i otuliwszy sie w ciepłe ubranie, wracają, do zwykłych swoich siedzib. Nowa Praga leży po za tak gęstemi warstwami błota, iż chyba, gruby zakład mógłby teraz napędzić tam gościa. Saska Kępa, Targówek, Zacisze, Gocław zamknęły swe podwoje, ciesząc się nadzieją, iż z wiosną będą na nowo podejmować gości”.

    Wierni klienci Zacisza dojeżdżali tu z Warszawy dorożkami lub z Pragi jednokonnymi bryczkami. Nie było to udogodnienie na miarę omnibusów ani ich ceny, gdyż domagano się ujednolicenia taryfy przewozowej.  

    Zacisze zrobiło tak duże wrażenie na gościach, że stało się miejscem akcji powieści, nowelek i romansów, drukowanych w „Gazecie Świątecznej” czy „Czasie”.

      Uwagę świata ściągały nie tylko ogród i restauracja w podwarszawskim „kurorcie”.

     W 1844 r. na obrzeżach Zacisza odkryto fragment cmentarzyska z epoki grobów kloszowych. Wskutek niepowiadomienia służb archeologicznych i zachłanności oraczy, żądnych skarbów, znaleziska w większości zniszczono: „W przeszłym tygodniu Parobcy orząc rolę należącą do folwarku Brudna od strony kolonji Zacisza, blisko wersztę za Pragą, ieden z nich zawadził sochą o coś twardego i odkrył urnę glinianą zakopaną w ziemi; spodziewając się że znajdzie skarb, przywoławszy drugich, zaczeli grzebać i tym sposobem uszkodzili tę odwieczną pamiątkę, nieznalazłszy w niej tylko drobne kosteczki; następnie przy dalszem oraniu znaleziono 2-go, potem 3cią i 4tą, w odległości od siebie o kilkanaście kroków, we wszystkich tych urnach były drobne kosteczki, a w iednej z nich znaleziono małą wazkę glinianą koloru czarnego, także napełnioną kosteczkami iak widać spalonemi. Ponieważ chciwi Parobcy spodziewając się znalezienia skarbu, mocno takowe urny uszkodzili, a właściciel Brudna dopiero wieczorem zawiadomiony o tem został i iuż w nocy na miejsce przybył; tak więc znalazł ieszcze w ziemi 2 całe otwory od urn, iednak dna i nakrywy zupełnie uszkodzone były i kości powyrzucane; wielkość tych urn mogła być do łokcia, a otwory miał 10 cali; były z gliny czerwonej. Zapewne w tych miejscach musiał być smęntarz pogański a wylew teraźniejszy Wisły obmyły powierzchnię ziemi, gdyż dawniej nigdy nieznajdowano w tych miejscach takowych pamiątek. Cząstki urny czarnej ciekawi widzieć mogą w Drukarni Kurjera".

1847 r.

W prasie z lat 1843-45 znajdujemy wzmianki o kopalni zwanej Grosowa Góra, leżącej w dobrach Zacisze i Pustelnik (obecnie miejscowość Półko za Strugą), gdzie „jest do sprzedania torf w cegłach dużych, całych i dobrze wysuszonych. Zamówienia na dostawę w sążniach i półsążniach, przyjmują się przy ulicy Elektoralnej pod nr 781, wprost ulicy Solnej, w sklepie korzeni Pawła Frybes. Do tejże kopalni potrzebny jest pisarz”. „W Kopalni Grosowa Góra, 12 wiorst od Warszawy, przy szosie, torf leśny płomieniem się palący, jest do sprzedania po cenach stałych”.

W 1846 r. odbywano „na gruntach wsi Brudna, w blizkości Zacisza, dalsze próby orki, z nowo wynalezioną sochą z regulatorem, zbudowaną podług pomysłu Profesora J. Żochowskiego”.

W 1854 r. w Kolonii Elsnerów zmarł jej właściciel- Józef Elsner, kompozytor i były dyrektor Opery, Kawaler Orderu Św. Stanisława klasy III. 8 kwietnia o godz. 16 zwłoki przeprowadzono uroczyście do kościoła Pijarów w Warszawie.

       Pejzaż okolic Zacisza był tematem plenerów malarskich. W 1866 r. „w składzie rycia P. Teasaro, wprost kościoła pobernardyńskiego, pomieszczony został piękny krajobraz większych rozmiarów (około l12 łokcia wysoki, a dwa łokcie szeroki), pędzla utalentowanego tutejszego artysty Pana Malinowskiego. Wyobraża on wyrąb lasu we wsi Drewnicy, pomiędzy szossą od Zacisza, a drogą kolei żelaznej Petersburgskiej położonej. Naturalność kolorytu, wierność w oddaniu szczegółów, cechują wszystkie krajobrazy P. Malinowskiego, ale ten przed innemi na gorące zasługuje pochwały”.

W 1868 r. dziedzic Pustelnika, Zacisza i Drewnicy zabronił polowania w tych dobrach bez pozwolenia, „pod utratą fuzji i psów”.

       1858 r.

      O mieszkańcach i służących Kolonii Gumińskiej i dawnego Zacisza wspominają metryki stanu cywilnego, przechowywane w parafii MB Loretańskiej przy ul. Ratuszowej na Pradze. W kancelarii parafialnej celem sporządzenia aktu urodzenia, zgonu lub zaślubin stawiali się:

- Mikołaj Kiełczyński, ogrodnik z Zacisza lat 40, Alina z Balów  l.26, urodzona córka Michalina (1844).

- Antoni Rutkowski, szynkarz, l. 33 + Ludwika z Frynaszewskich, l.21, urodzony syn Kazimierz Piotr (1843).

- Piotr Rogiński, ekonom, l. 40, Antonina z Mosakowskich l. 30, urodzony syn Władysław; Balbina, Jan Rogińscy (1844).

- Piotr Udrych, plantator tytoniu, l. 28, Józefa Domańska (1843).

- Łukasz Kruszewski, dróżnik, l.45,  zmarły syn Piotr (1845).

- Karol Flesyer, szewc, l. 26+ Marianna z Janowskich, l. 23, urodzona córka Józefa Antonina (1843).

- Jan Dzanio, wyrobnik, l. 30, Jakub Domański, kowal, l. 33, Julianna Witkowska, l. 40, urodzona córka Kazimiera Witkowska (1842).

- Ignacy Fogiel, cieśla, l. 40 (1843).

- Jan Seholczyk, l. 22, plantator tytoniu Zacisze (1844).

- Michał Koczyn, służacy Kol. Zacisze na Bródnie, l. 35, Paweł Ruciński, służacy, l. 45, Jadwiga z Łysiaków, l. 35, urodzony syn Józef (1839).

- Jan Osman- gospodarz, l. 26 (1843).

-Wojciech Gontarczyk, l. 42, Jakub Rutkowski, l.34, wyrobnicy, Wojciech Banaszek, l.34, służący, Józefa z Lucyków, l.43, urodzona córka Małgorzata (1844).

-Wojciech Banach, l.30, Katarzyna Ajer, l.26, służący, urodzony syn Antoni Bonifacy (1844).

-Paweł Ruciński, l. 60, gospodarz (parobek?)+ Ewa Z Golisów, l. 38, urodzona córka Paulina (1845).

-Józef Rutkowski, l. 34, Józef Ludwiniak, l. 26, gospodarze, Jakub i Katarzyna ze Stolarczyków, zmarła córka Franciszka 1 rok (1844).

-Walenty Gontarczyk , l. 50, wyrobnik, zmarła Józefa z Lucyków Gontarczykowa, l. 41 (1844).

- Wesele 27.V. 1844: Filip Hoffmann, l.20, czeladnik ciesielski ur. w  Szpechbach, s. Michała i Zuzanny z ul. Żelaznej, utrzymujący się z krów, Elżbieta Schlikowa, l. 18, c. Franciszka i Małgorzaty z Rowajn, utrzymującej plantaterię tytoniu.

- Stanisław  Pruszewski (zmarły 14 tyg.), syn Łukasza i Ludwiki z Pułkowników, wyrobników; Michał Kiełczewski, l.42, Wojciech Bemeuk, l.30 (1844).

- zmarła córka  Elżbieta Rutkowska, l.2., Jakuba i Katarzyny ze Stolarczyków.

- Wojciech Banasiak, Elżbieta z Gajnczaków, wyrobnicy, zmarła córka  Małgorzata, l. 4 (1844).

- Piotr syn Katarzyny Jagnażówny panny l.27, kol. Władysławów (1845) .

- Rozalia Kaczeńska,  l. 33, Walenty Cieślak, l.42, Kazimierz Nowak (dróżnik z Targówka, l.52), Katarzyna Cegiełka, l. 40, wyrobnica- wdowa, c. Franciszka Cegiełka (1840).

- Walenty Cieślak, l. 44, służacy +Anna, l. 40, c. Józefa (1840).

- Piotr Klejwacki, służacy, l. 33, +Józefa z Piotrowskich, l. 27, s. Paweł, Wojciech Kaim, l.42, Michał Kopcik, l. 60, służący; Jan Kacprzak, Jadwiga Kopcik (1851). 

- zmarła służąca Katarzyna z Gadomskich Mierakowska, l. 68, (1845).

- zmarła wyrobnica- wdowa Marjanna Pawłowska, l. 50, Feliks Pietrowicz, l. 40, wyrobnik (1845).

Artykuł o steinkellerkach, omnibusach: 

19:54, tomek81277 , historia
Link Komentarze (1) »
piątek, 11 marca 2016

Gdy pasażer N61, N62 ocknie się z drzemki- informacja jak znalazł! (napojów piwopodobnych nie promujemy).

Seks na wielkim osiedlu- ciekawe, czy mają ruch....

   Trzecia poczta na Zaciszu (naprzeciwko Określonej) ciągle w powijakach. Ciekawe, czy kierownictwo PP każe kiepściutko wynagradzanym pracownikom roznosić po domach znicze a w okienku oferować gazety i produkty finansowe. By żyło się lepiej... rodzinnym radom nadzorczym. 

 

   Bielenie pni drzewek to zabieg konieczny, stosowany już tylko przez starszych "gospodarzy". Wykonywano go w grudniu i na początku stycznia, wapno odbijało promienie słoneczne, zapobiegało pękaniu kory i odpędzało szkodniki. Wiosną hamowało przyspieszoną wegetację, kończącą się z reguły przymarzaniem kwiatostanów. Na ulicy Pszczyńskiej zadanie wykonane- urodzaj owocowy murowany! Uwaga! Iglaków nie bielimy :-)) 

 

11:50, tomek81277 , osiedle
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 marca 2016

1845 r.

1851 r.

     „Było to w roku 1818, kiedy ówczesna komisja dóbr koronnych, celem upiększenia okolic warszawskich, wyznaczyła komisarza ekonomicznego, późniejszego Radcę Stanu Feliksa Gumińskiego, do uporządkowania trzęsawisk i pustyń, jakie ciągnęły się od wsi Marki do Pragi, a do której jedna tylko ztamtąd prowadziła ścieżka. Istniały tu, rzec można, knieje, w pośród których nie było drogi, tylko ścieżki. Delegowany podzielił grunta na 80 kolonii, każdej przeznaczając włókę; nie wabiły one jednak włościan, z powodu trudnych robót do uprawy ziemi potrzebnych. Tak trwało lat parę, a gdy nikt nie kwapił się o kupno nowych kolonii, wyszedł projekt złączenia ich na raz kilka, dla oddania zamożniejszym; powstało wtedy 10 kolonii i przy zapewnionych ulgach stopniowo nabyli takowe: dyrektor opery Elsner, generał Lewicki, Lewiński, Szparman, Nielepiec, Wejchert i Gumiński. Zabiegłością nowych właścicieli, okolica o której wzmiankujemy, przemieniła się na piękne osady, ożywiła się i stała miłą siedzibą dla ich właścicieli”. Całość stanowiła tzw. „część I Ekonomii Warszawa”, zwaną też gminą Zacisze.

    Gumiński nazwał swą kolonię „Zaciszem“- do 1839 r. w dokumentach funkcjonowała nazwa „Kolonia Gumińska”.

  Feliks Gumiński, początkowo Referendarz Stanu,  na mocy orzeczenia Rady Administracyjnej i przez ukaz cara z dnia 2(14) lipca 1845 r., mianowany ostatecznie został na stanowisko Dyrektora Wydziału Dobr i Lasów Rządowych w Kommissyi Rządowej Przychodu i Skarbu, z tytułem Radcy Stanu. Siedzibą Komisji był pałac w Warszawie przy ul. Rymarskiej 744 (obecnie Pl. Bankowy).W 1865 r. Gumiński został odznaczony Najwyższym Dyplomem i mianowany Kawalerem Orderu Św. Anny klasy pierwszej. W dniu 5 (17) października 1862 r. rozkazem cara został na własne żądanie uwolniony ze służby, zachowując prawo noszenia munduru do urzędu oznaczonego. Gumiński pracował też w Wydziale Finansowym Tow. Dobroczynności (1828 r.). 

1842 r.

Genezę odlesienia i zasiedlenia ziem obecnego Zacisza objaśniają też dokumenty związane z wykopaniem Kanału Bródnowskiego. Po zawieszeniu broni i utworzeniu w 1815 r. Królestwa Polskiego olbrzymia liczba zdemobilizowanych żołnierzy, inwalidów i zwolnionych z obozów pozostawała bez pracy. Ówczesny rząd skierował te rzesze na przedmieścia Pragi, gdzie „szumiały lasy na gruntach nizinnych od wieków rosnące. Uderzyły w drzewa niebotyczne siekiery - puszcza legła pokotem. Dawni żołnierze jęli na gruntach wykarczowanych budować siedziby. Cóż się jednak okazało? Obszary wykarczowane były tak mokre, że o jakiejkolwiek uprawie i o przyszłych plonach nawet pomyśleć nie było można. Wobec tego ex-żołnierze zwrócili się do ówczesnego namiestnika, księcia Zajączka, z prośbą o pomoc. Prośba była uwzględniona, rząd wyasygnował potrzebne fundusze w celu osuszenia błot i bagien. Wnet podjęto kopanie dwóch kanałów, „Królewskiego“ i „Bródnowskiego”. Po Narwi, następnie zaś Wisłą do Gdańska, starodrzew porzucił ziemię rodzimą, pozostała tylko na gruncie bagnistym olszyna.

„W 1823 r. ukończony został Kanał Główny, osuszający błota za Pragą. Wpada do rzeki Narwy pod wsią Poddembe, idzie dalej w górę przez Poniatów, Łajska, Michałów, Kolonje Józefów, Kąty Węgierskie, wieś Rembielszczyzne, Kolonją Białołęcką Zagajnicą, tam rozdziela się na 2 odnogi: iedna idzie ku Młynowi Kobylak, druga w błota Ząbkowskie. Idący ku Kobylakowi (Nowy Kanał, Kan.Markowski, rzeka Długa) przechodzi przez wieś Wojdy, Kąty Grodziskie, przez wieś Grodzisk Nieporecki Rządowy, przez wieś Marki, a kończy sie w Kątach Wierzchowisko zwanych, należących do dóbr Kobyłki (okolice Zielonki). Druga odnoga (późniejszy Kanał Bródnowski) przechodzi przez wieś Kobiałkę, Kolonją Białołecką, Szamocin, przez wieś Białołękę, Brudno, Targówek i kończy się w błotach nowych Kolonji Ząbkowskich. Długi iest na mil 6 i pół, idzie korytem najgłębszych wód, oparzelisk i chrapów, gdzie woda stała na 3 stopy nad powierzchnią ziemi, teraz na 3 i 4-ry stopy opuszczona iest niżej w kanał, biegnie spadkiem takim iak rzeka Wisła. Przez wybicie kanału tego, gdy będą ieszcze boczne porobione rowy i wykarczowane wielkie przestrzenie zarosłe teraz rokiciną, okolica Warszawy zyszcze najmniej 15,000 fur siana”.

Tworzenie wspomnianych kanałów miało na celu odprowadzenie wód zaskórnych i opadowych, jakie się gromadziły na tej nizinnej i błotnistej przestrzeni, zajmującej około 250 wiorst kwadratowych. Z biegiem czasu kanały te uległy zanieczyszczeniu i częściowemu zasypaniu.

1845 r.

     W 1836 r. przez odlesiany teren z Pragi do Marek przeprowadzono brukowaną szosę na nasypie, stanowiącą część ogromnej inwestycji- traktu poczty konnej Warszawa-Sankt Petersburg. W Zaciszu urzędował dróżnik Łukasz Kruszewski. Pozostałości lasów dawnej Puszczy Bródzieńskiej, należące wokół Zacisza i Żerania do Gumińskiego, stopniowo trzebione, urządzono według instrukcji leśnictwa, a część na wzór ogrodów krajobrazowych w stylu angielskim przystosowano do rekreacji. Dzięki tym innowacjom w 1841 r. otwarto dla publiczności ogród i restaurację „Zacisze“, usytuowane przy trakcie petersburskim. Restauracja (karczma) stała najprawdopodobniej w miejscu parkingu przed Domem Kultury, być może w osi ul. Blokowej i Bogumińskiej oraz baraku Junaka. Drugi budynek znajdował się na terenie szkolnym naprzeciw wylotu ul. Bogumińskiej. Na tyłach restauracji rozpościerał się staw, połączony zapewne z kanałem, płynącym przez teren stadionu. Być może stało tu kilka niewielkich domków na wynajem, skoro teren stadionu nosi hipoteczną nazwę „Willa Zacisze”. Ogród, patrząc od ul. Radzymińskiej, ciągnął się między ul. Określoną a Czarną Drogą, Skrzypcową a Żarnowiecką, wzdłuż Mlecznej do Bohuszewiczówny, dosięgając Kanałowej i Gibraltarskiej. Funkcję ogrodnika dóbr sprawował Mikołaj Kiełczyński. Mapa z 1845 r., choć wyrysowana bez zachowania skali, ukazuje szczegóły zagospodarowania parku: liczne ścieżki i mostki nad kanałami, być może łukowe. W pobliżu dzisiejszego skrzyżowania Określonej i Śmiesznej, u zbiegu kanałów, domyślamy się czegoś w rodzaju wyspy z budynkiem, może romantycznymi ruinami…

     W sobotę 2 lipca 1842 r. do Zacisza przyjechało kilkaset osób karetami kurierskimi (pocztowymi)- drugie tyle bezskutecznie oczekiwało w Warszawie na transport. „Prócz tego wielu wyjechało własnemi powozami, dorożkami, konno, a nawet bryczkami pragskiemi. Każdy z przybyłych zachwycony został pięknością skromnego Zacisza, obszerny ogród bogaty w dary przyrody, podwójną w tym dniu oblekł szatę nowej przyrody, z jednej strony kwiaty, klomby, cieniste chodniki, bawiły zmysły, z drugiej wysmukłe kibicie z gustem i wytwornością przybrane naszych Warszawianek, unosiły oko i miejsce to prawdziwie uroczem czyniły. Nikt nie oddalił się bez najżywszego zadowolenia i chęci powrócenia raz jeszcze przynajmniej, aby dokładniej rozpoznać nowe to siedlisko rozrywek i powabów wiejskich, którego wszystkich szczegółów znakomita obszerność na raz objąć nie pozwala”. Frekwencja sprawiła, że następnego dnia od godz. 12 pod adresem Trębacka 9 podstawiano dostateczną liczbę powozów do Zacisza, które od godz. 18 odwoziły gości do stolicy. Zapewniono dodatkowy omnibus do Zacisza „dla spóźnialskich” o godz. 16. Cena przejazdu wynosiła 1zł 5 gr. Z Zacisza można było przejechać „kurierką” do ogrodu w Lewicpolu za 10 gr.  W tym samym dniu do dyspozycji gości były też omnibusy „ze zmianą koni” sprzed Zamku, „dla uniknięcia przykrości zjazdu ul. Bednarską”, po 1 zł od osoby.

    W dniu 7 sierpnia 1842 r. od godz. 15 dla wygody zainteresowanych odwiedzeniem ogrodu i restauracji uruchomiono kursy karet kurjerskich od Mostu przy Zamku Królewskim do Zacisza.

1843 r.

      Od 1 Czerwca 1843 r. „Oberżę i Ogród w Zaciszu za Pragą” objął Ludwik Gładyszewski.  W ogłoszeniu prasowym „pośpieszył donieść do wiadomości Osób lubiących przechadzki za miastem, iż przyjmuje wszelkie obstalunki obiadów, podwieczorków, śniadań itp., i starać się będzie odpowiedzieć w nich każdego życzeniom tak co do wyboru potraw jak i ich przyrządzeniu; iż Goście odwiedzający piękny i obszerny ogród w Zaciszu, usłużeni będą natychmiast we wszelkie napoie, ciasta i potrawy jakich na prędce zażądają, i jakie dla każdej pory roku są najwłaściwsze: iż gatunek wszystkiego co dostarczy się będzie najlepszy i ceny najumiarkowańsze a dla uniknięcia nadużyć ze strony służących, ceny te, co do przedmiotów w każdym czasie- do usług Publiczności będących, zawieszone będą na tablicach, i przez władzę miejscową Policyjną poświadczone. Usługa dla każdego będzie prędka, a nawet dla kompanji chcących osobnego pokoju dla siebie, takowy wskazany będzie. Podobnież urządzony jest i dla podróżnych osobny zajazd, oddzielne pokoie umeblowane, stajnie, wozownie, obrok, siano i wszelkie wygody dla Panów i służących. Staraniem będzie podpisanego aby Zacisze tak przyjemne ze swego położenia i zakładu, tem więcej uprzyjemnione było wygodami i zabawami dla Publiczności, i żeby życzeniom każdego nietylko dogodzono, śle je nawet uprzedzono”. Gładyszewski zatrudniał szynkarza (podwykonawcę- pracownika karczmy) Antoniego Rutkowskiego.

    29 czerwca 1843 r. w Zaciszu zagrała po raz pierwszy Orkjestra pod dyrekcją JP. Kubełki. Gazety zachęcały: „przytem dostać będzie można: ciast, potraw i napojów”.

W latach 1844-1846 r. w Zaciszu za Pragą, „ieżeli pogoda posłuży”, grała Orkiestra pod Dyrekcją JP. Daneckiego, „a w razie niepogody w Kawiarni pod Kopciuszkiem przy ul. Krak. Przedmieście”, „zaś wieczorem w kawiarni przy ulicy Długiej wprost Lasockiego”.

    W marcu 1845 r. w związku z trwaniem na ulicach Warszawy „ustalonej sanny, aby przeto korzystać z istnienia jej w sposób rozciąglejszy, przygotowane będą dla amatorów do szlichtady, w przyszłą niedzielą, to jest 2 marca, omnibusy na saniach do Zacisza, poczynając od godziny 2 z południa: każdy przeto życzący użyć tej przejażdzki, zastanie omnibusy przy ulicy Bednarskiej niedaleko mostu, w miejscu gdzie stawały w lecie a w Zaciszu znajdzie czem się rozgrzać, posilić i zabawić. Muzyka uprzyjemniać będzie czas zabawy”. Z gazety dowiadujemy się, że „w czasie zeszłej jesieni i karnawału, z powodu ustawicznych słot i złej drogi, było prawdziwem Zaciszem”.

    Omnibusy na saniach do Zacisza kursowały m.in. w niedzielę 9 marca z placu obok łazienek W. Majewskiego, przy ulicy Bednarskiej. Konkurencją dla Zacisza był Izabelin na Powązkach, gdzie „w oranżerji, wieczorem oświetlonej, grał Tercet Czeski wyjątki z ulubionych oper”, poza tym gości wabiła ślizgawka na łyżwach i sankach, a droga sanną wvborną w Alei Powązkowskiej”.

8 czerwca 1845 r. w Zaciszu „pan Jules, z towarzystwem z zagranicy przybyłem, o godz. 5 po południu przedstawił widowisko GIMNASTYCZNE, HERKULESOWE i PIRAMIDY BEDUINOW. Zakończyły OGNIE SZTUCZNE. Gości dowoziły omnibusy, grał „Danecki z kompanją”. Goście mogli odjechać omnibusem, aby bawić się dalej „wieczorem w kawiarni przy ulicy Krak. Przed, i rogu Marjenstadt na 1 piętrze”.

1846 r.

Tak mogła wyglądać restauracja i ogród w Zaciszu...

    W niedzielę 15 czerwca 1845 r. w Zaciszu, „przybyły z zagranicy p. Jules z swoim towarzystwem, dał wielkie widowisko żeglarskie, atletyczne i akrobatyczne, również miał zaszczyt okazać skok bataljowv z trampolino, niemniej sztuki tańcowania na cienkim drucie. Zakończyły ognie sztuczne. Muzyka p. Daneckiego grała, a omnibusy od godz. 3 po południu kursowały. Widowisko wspomnione zaczęło się o godzinie 6 wieczorem”.

   22 czerwca 1845 r. „JP. Jules z kompanją, miał zaszczyt okazywać różne grotesque i indyjskie igrzyska, piramidy Beduinów, i wielkie ognie sztuczne. Na zakończenie wykonanym został LOT olimpijski w brylantowym ogniu. Uprzyjemniała muzyka ze 100 osób złożona, omnibusy od godz. 1 po południu kursowały, a jedzenia i napoje po umiarkowanej cenie i rychłej usłudze dostarczano”.

30 czerwca 1845 r. w Zaciszu „p. Jules z kompanją swoją miał zaszczyt dać przedostatni raz wielką reprezentacją sztuk indyjskich, malabarskich i herkulesowych, przytem był puszczony wielki balon oświecony kolorowym ogniem, zakończyło się widowisko przez marsz napowietrzny wykonany przez pp. Jules i Konstanti, przytem grała orkiestra ze stu osób złożona”. Omnibusy kursowały od godziny 14.

6 lipca 1845 r.  w Zaciszu „p. Jules z kompanią dał wielką ostatnią reprezentacją z nowemi odmianami, pomiędzy któremi główniejsze: gra żelaznemi 40 funtowemi kulami, skok bataljowy przez 20 osób, na zakończenie marsz herkulesowy z 1000 funtów ciężaru niemniej został puszczony wielki balon. Orkiestra z 100 osób złożona grała a omnibusy od godziny 2 po południu kursowały.

Na żądanie publiczności, 20 lipca 1845 r.  w Zaciszu „JP. Jules z kompanją dał wielką reprezentacją z okazaniem wszelkich sztuk jakie w zeszłą niedzielę miały być przedstawione. Nadmienia się, że pewna osoba oświadczya chęć próbowania swych sił z p. Jules, a jeśli i inni amatorowie znaleźli się, tenże chętnie przyjmuje wyzwania, o których w powołanem na wstępie miejscu, to jest w Zaciszu uwiadamianym być winien. — Orkiestra z 100 osób ułożona grać, a omnibusy zaraz od południa kursować będą”.

CDN. (przypisy na życzenie)

23:30, tomek81277 , historia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 lutego 2016

Wiadukt kolei obwodowej nad Szosą Radzymińską w 1887 r., przecinający teren folwarku i dworu na Targówku; źródło: Zabytki na Mazowszu 2012. 

 1870 r. 

     Po śmierci dziedzica Józefa Noskowskiego, dobra ziemskie Targówek, składające się z folwarku, wsi i Przedmieścia Targówek, należały do Marcelego Żyznowskiego (1825-1890). Reszta ziem dawnego Targówka: Targówek Fabryczny, Szmulowizna i część Grochowa znajdowały się w rękach spadkobierców Jana Emanuela Bruhla. Dobra Żyznowskiego były hipotecznie obciążone na blisko 4 tys. rubli. W 1869 r. wskutek żądania wierzyciela- żydowskiego kupca Natana Garfunkiela (ul. Dzika 18), cały majątek został zajęty przez sąd w drodze przymusowego wywłaszczenia i wystawiony na licytację. W akcie zajęcia oraz ogłoszeniu licytacyjnym znalazł się szczegółowy opis ówczesnego Targówka: zabudowań, upraw, mieszkańców i ich zajęć. W 1869 r. na Targówku stał drewniany dworek (dokładniejsza lokalizacja poniżej), z którym sąsiadowały zabudowania gospodarcze, m.in. oranżeria, holendernia, spichrz oraz duży ogród owocowo- warzywny z inspektami i szparagarnią. W domu folwarcznym mieszkał pastuch dworskich krów. Pozostałymi budowlami były: szynk, kancelaria wójta gminy Bródno Anastazego Frejzlera, czworak i Biała Karczma. W okolicach Obi ziemię uprawiało 19 kolonistów (m.in. Frydrych Frybes), a piaski w pobliżu cmentarza żydowskiego były dzierżawione lub dzielone na działki przez nowych osadników. 

1874 r. 

1869 r. 

   Grunta dworskie, folwarku Targówek oraz przedmieścia Targówek zajmowały „około mórg 180 (100 ha) albo dziesiatyn 91, a mianowicie:

a) grunta ornego mórg 60 (33 ha),

b) łąki w kilku kawałkach mórg 13 (7 ha), resztę zajmują ogrody, zabudowania, grunt po opuszczonej cegielni (teren zajezdni Stalowa i Polleny), piaski, miedze, drogi, rowy i nieużytki. Gospodarstwo dwupolowe, grunta klasy II i III pszenne i żytnie”.

Grunta dóbr Targówek przecinały: droga bita Warszawsko-Radzymińska (ul. Radzymińska) i Droga Żelazna Petersburgska (linia kolejowa z Warszawy Wileńskiej).

 

“Opisanie zabudowań na gruncie znajdujących się:

I. Folwark Targówek.

1. Dwór z drzewa zbudowany parterowy, deskami szalowany, o dwóch kominach murowanych, nad dach gontami kryty wyprowadzonych. Z prawego szczytu przybudowanie z drzewa pod gontem o jednych drzwiach.

2. Ogród fruktowy i warzywny od dziedzińca i zabudowań gumiennych, parkanem, a z  innych stron płotem z żerdzi i rowem otoczony, w którym znajduje się drzew owocowych krajowych około sztuk 200, tudzież oranżerja z cegły palonej murowana, i inspekta w ilości 34 sztuk, oraz szparagarania.

3. Dziedziniec obszerny w części parkanem z desek, a w części sztachetami z łat rzniętych ogrodzony.

4. Piwnica w ziemi drzewem cembrowana, gontami kryta.

5. Piwnica druga drzewem w ziemi cembrowana, ziemią kryta.

6. Kloaka z drzewa postawiona, gontami pokryta.

W/w zabudowania znajdowały się w kwadracie między obecnymi ul. Pratulińską, Al. Solidarności, Cynową i częściowo na terenie Tesco. Obszar ten zostanie mocno przekształcony podczas budowy nasypu Kolei Obwodowej w 1875 r. W tej samej okolicy od XV w. istniała wieś Targowe Małe.  

7. Ogród mający rozległości około mórg 20 (11 ha) warzywny, liczący drzew owocowych młodocianych około sztuk 800, który dzierżawi Jan Chołszczawników. Przy ogrodzie tym sadzawka oraz domek mieszkalny z drzewa deskami pokryty, własnością Chołszczawnikowa będący (wkrótce na tym terenie- między Tesco a Szwedzką- powstanie stalownia). Ogród ten dzierżawi za cenę roczną rs. 200, za kontraktem urzędowym, który mu służy do 1871 r. zaś Wasili Prokopiew zadzierżawił na dwa lata, tj. od dnia l października l869 r. do tegoż dnia i miesiąca 1871 r. sześć mórg gruntu za opłatą roczną rs. 45 z morgi.

8. Drwalnia i chlewki z drzewa postawione gontami pokryte.

9. Zabudowanie z drzewa postawione, w połowie gontami, a w połowie trzciną pokryte, mieszczące w sobie stajnię, stodołę, oborę i spichrz.

10. Holendernia i wozownia z drzewa zbudowana, na podmurowaniu z cegły, pod jednym dachem gontami pokrytym.

11. Studnia drzewem cembrowana z żurawiem i kubłem.

12. Ogrodzenie około powyższych zabudowań z parkanów i żerdzi.

13. Dom folwarczny z drzewa zbudowany szabrowany, o 1-ym kominie murowanym nad dach gontami kryty wyprowadzonym, mieszka w nim Judka Grabski pachciarz, który za kontraktem prywatnym na Ś-ty Jan 1870 r. ekspirującym, utrzymuje pacht z krów dworskich, za opłatą letnią porą po kop. 15, a zimową po kop. 20 za garniec mleka.

14. Piwnica w ziemi drzewem cembrowana, gontami pokryta.

15. Kloaka z drzewa postawiona gontami pokryta.

16. Dom z drzewa postawiony deskami szalowany pod gontem, o l-ym kominie murowanym. W domu tym mieści się kancelarja Wójta gminy Brudno za opłatą roczną rs. 150.

17. Kloaka z desek postawiona, deskami kryta.

18. Dom z drzewa zbudowany deskami szalowany, o l-ym kominie murowanym nad dach gontami pokryty wyprowadzonym. W domu tym mieści się szynk, utrzymywany przez Hieronima Baranowskiego dzierżawcę za opłatą roczną rs. 250, który posiada kontrakt prywatny do dnia 1 Lipca 1870 r.

19. Piwnica w ziemi murowana.

20. Dom czworak z drzewa zbudowany, słomą pokryty, o l-ym kominie murowanym- w domu tym mieszka Mateusz Dominiak, Walenty Mikos i Icek Grynsztejn, za opłatą po rs. 12 rocznie.

21. Chlewiki z drzewa przystawione słomą pokryte.

22. Dom „Białą Karczmą” zwany, z drzewa zbudowany parterowy, w części blachą, a w części gontami pokryty, o 3-ch kominach murowanych. W domu tym mieszka propinator Stanisław Żelechowski, za opłatą roczną rs. 400 za kontraktem prywatnym na lat 2 od 8-go Jana 1869 r. zawartym (zapewne karczma pod obecnym adresem Radzymińska 145; inna karczma o tej nazwie stała już na Elsnerowie).

23. Domek mały z drzewa zbudowany, gontami pokryty, z piwnicami, o l-ym kominie murowanym.

24. Stajnia i wozownia; z drzewa pod gontami.

25. Parkan z desek w słupy z bramą dwuskrzydłową.

26. Studnia drzewem cembrowana z żurawiem i kubłem.

II. Wieś Kolonjalna Targówek (teren między Kanałem Bródnowskim, ul. Ziemowita, w przybliżeniu Rzeczną i Kraśnicką)

      We wsi tej zamieszkuje 19 kolonistów, z imion i nazwisk, oraz z ilości posiadanego grantu w akcie zajęcia wymienionych, z których 7 wskutek Ukazu 1864 r. zostało uwłaszczonych, zaś co do reszty, sprawa pozostaje w rozpoznania Komitetu Urządzającego, i dotąd jeszcze nie jest rozstrzygniętą".

III. Przedmieście Targówek (Już w 1844 r. część folwarku Targówek, zwaną Przedmieściem Targówek, nabywa Ksawery Konopacki; wytycza brukowe ulice i parceluje działki. Tak powstaje Nowa Praga - w 1869 r. parterowe drewniaki stały między Lęborską, Szwedzką, Wileńską i Konopacką. Pozostała część, o której mowa w akcie, to obszar dzisiejszego Targówka między ul. Oszmiańską a nasypem kolei obwodowej).  "Oddzielną księgę hypoteczną założony mające, zawierające piasków około mórg 55 miary nowopolskiej (30 ha), z których około mórg 45 jest w posiadaniu właściciela dóbr Żyznowskiego, zaś około mórg 10 (5 ha) posiadają już to wieczyści czynszownicy, już dziedziczni ich właściciele, już wreszcie zwyczajni tymczasowi dzierżawcy, wszyscy z imion i nazwisk, ilości posiadanego gruntu oraz opłacanego z tegoż czynszu w akcie zajęcia po szczególnie wykazani”.

  Jak wspomniano na wstępie, w obrębie dóbr Targówek spadkobiercy Emanuela Bruhl posiadali na prawie wieczysto- czynszowym kolonię Szmulowizna”, obejmującą około 180 mórg miary nowopolskiej (100 ha). Opłacali za nią czynsz w wysokości 285 rubli rocznie. Były to całe Szmulki- na północ od dzisiejszej ul. Markowskiej.

   Na terenie Konesera od strony ul. Białostockiej osiedlił się Szmul Pasztejn. Posiadał własny wiatrak i morgę gruntu na prawie wieczysto-czynszowym, opłacając rocznie czynszu rs. 30.

   

Wylot ul. Pratulińskiej do Radzymińskiej- teren dawnego folwarku Targówek; brukowana uliczka Cynowa- miała być przedłużeniem Stalowej i arterią Targówka- po prawej teren dawnego folwarku i dworu. 

   Marceli Zyznowski pochodził z okolic Pałuk w ziemi ciechanowskiej. Wraz z postępującą parcelacją terenów Targówka Marceli Zyznowski zakupił obszerną posiadłość obejmującą część obszaru obecnej Nowej Pragi i Targówka Mieszkaniowego. W 1875 r. grunty Zyznowskiego przeciął wysoki nasyp Kolei Nadwiślańskiej. Wynikł z tego ogromny spór, ponieważ do robót przystąpiono, zanim właściciel sfinalizował przymusową transakcję (wywłaszczonym pięciokrotnie zaniżono cenę gruntu). Kolej miała przebiegać przez piaszczyste nieużytki, ale skorygowano jej bieg tak, że objęła także pola uprawne, co spowodowało spór z dzierżawcami. Marceli Zyznowski skarżył się redaktorowi „Kuriera Warszawskiego“: Strach, co tu się dzieje! Zmiłuj się panie Redaktorze, weźcie nas w swoją opiekę i piszcie o tem. Ostatecznie poszkodowany wytoczył proces przeciwko Towarzystwu Drogi Żelaznej Nadwiślańskiej, dzięki któremu w 1877 r. otrzymał dodatkowo 6 tys. rubli zadośćuczynienia. W 1882 r. rozpoczęły się z kolei pertraktacje Warszawskiej Gminy Żydowskiej z Zyznowskim o odkupienie ok. 85 tys. łokci gruntu pod rozszerzenie kirkutu, co nastąpiło w 1885 r. Marceli Zyznowski zmarł 15 listopada 1890 r. w wieku 66 lat i spoczywa na Cm. Bródnowskim (14A-IV-9). Jego majątek na Przedmieściu Targówek został dwukrotnie zlicytowany w 1897 r. oraz 1905 r. i podzielony na mniejsze prywatne kolonie (http://histmag.org/tajemnice-cmentarza-brodnowskiego-stulecie-przylaczenia-targowka-i-brodna-do-warszawy-czesc-2-12169;3).

   Teren dawnego dworu, kolebka Targówka, stanowi obecnie rezerwę pod węzeł projektowanej Trasy Tysiąclecia z ul. Radzymińską. 

Czytaj też: 

http://warszawazacisze.blox.pl/2015/03/Przemysl-na-Targowku-przed-1939-r.html


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30