środa, 30 listopada 2016

UWAGA!!!!

Zawartość bloga i nowe wpisy pod adresem: 

https://zaciszewarszawa.wordpress.com/

11:19, tomek81277
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 listopada 2016

 

Las od ul. Głębockiej- tu zaplanowano pętlę tramwajową 

 

 

Cały Las widoczny na zdjęciach zostanie wycięty w przypadku budowy pętli! 

   O budowie tramwaju wzdłuż Matki Teresy z Kalkuty, Wincentego i Głębockiej na gwałtownie rozbudowujące się tereny Lewandowa i Grodziska mówi się od dawna, ale sprawa nabrała tempa wraz z ostatnimi zmianami kadrowymi w ratuszu. Nowa wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska zapowiada przyśpieszenie budowy trasy. Na niedawnej komisji inwestycji i infrastruktury Rady Warszawy spółka Tramwaje Warszawskie przedstawiła następujący harmonogram:

- 2017-2018 – prace studialne i koncepcyjne oraz raport oddziaływania na środowisko,

- 2019-2020 – prace projektowe (stała organizacja ruchu, projekt budowlany) oraz przetarg na roboty budowlane,

- 2021-2022 – budowa trasy za około 150 mln zł z pętlą „etapową” przy urzędzie dzielnicy Targówek przy Kondratowicza (metro).

   Warto przypomnieć, że na tramwaj od Żaby wzdłuż Wincentego nie zgodził się urząd dzielnicy Targówek, gdyż inwestycja tego typu zablokowałyby możliwość poszerzenia wiecznie zakorkowanej ulicy. Tramwaj pojedzie więc naokoło cmentarza, a to stawia pod znakiem zapytania atrakcyjność tej trasy dla pasażerów zza Toruńskiej, którzy i tak wysiądą przy Kondratowicza do metra. Aby wywalić więcej pieniędzy w błoto, będzie nowy projekt, choć w 2012 roku na zlecenie ratusza firma DHV  analizowała przebieg tej trasy i przygotowała koncepcję w kilku wariantach (za: 

http://www.targowek.info/2016/10/ktoredy-pojedzie-tramwaj-na-bialoleke/).

"Koncepcja przeprowadzenia linii tramwajowej w ciągu Głębocka - Trasa Olszynki Grochowskiej" przedstawia 5 wariantów przebieg linii tramwajowej wzdłuż ul. Głębockiej. W ich świetle

BUDOWA TRAMWAJU NA GŁĘBOCKIEJ OZNACZA MNIEJSZĄ LUB WIĘKSZĄ WYCINKĘ LASU BRÓDNOWSKIEGO!

 

warianty I i III

 

warianty IV i V

   Najmniej ingerują w drzewostan Lasu warianty: I i V, przewidujące przebieg torowiska pośrodku Głębockiej i poprowadzenie go tunelem pod Trasą Toruńską (S-8).

   Wariant I z tunelem (droższy o 60%)- zaczynałby się pośrodku Głębockiej na wysokości istniejącego przejścia dla pieszych i granicy Las-ogródki działkowe. W obu wariantach przewiduje się przejście podziemne dla pieszych pod Głębocką (lub kładkę), spod  C.H. do miejsca, w którym ścieżka rowerowa wchodzi dziś do Lasu. Budowa wyjścia z tego tunelu, poprowadzonego w stronę północną, będzie wymagała jednak wycinki kilkunastu drzew: naprzeciw przystanku i wejścia do centrum (od Zwałki do wiat przeciwdeszczowych, pomiędzy skrajem ulicy a ścieżką leśną).

  Najbardziej szkodliwa byłaby realizacja wariantów: II, III I IV. Zgodnie z nimi torowisko opuszczałoby środek Głębockiej na wysokości wjazdu na parking koło Biedronki i kina, aby przebiec skrajem Lasu i działek w kierunku wiaduktu nad Trasą S-8. Przewidziano nie tylko budowę wspomnianego tunelu dla pieszych, jak również trzyperonowej pętli tramwajowej na terenie Lasu, z zawrotką na terenie ogródków działkowych. Miałaby ona obsługiwać pasażerów przede wszystkim z dużego parkingu na 2500 miejsc (opcjonalnie Park&Ride), planowanego w części działek przylegającej do Toruńskiej. Parking ten ma służyć... kierowcom z Marek. Pętla miałaby charakter etapowy- pozwalałaby na częściowe uruchomienie linii w przypadku jej budowy etapami, docierałyby tu kursy skrócone, służyłaby zawracaniu w czasie awarii. W wariancie I parking natomiast proponuje się po stronie Lewandowa, jako bardziej funkcjonalny. W tych wariantach budowa torowiska wymagałaby "ukrojenia" kawałka Zwałki!

   W trakcie studiów i analiz zdecydowano, że rozpatrywane będą warianty I, III i IV. ZDM poparł warianty I i III, ZMiD- I. Pod względem presji na środowisko najbardziej korzystny byłby wariant IV (najmniej II i V). Przez autorów projektu rekomendowany jest niestety wariant III ze względu na funkcjonalność komunikacyjną (przesiadki do P&r) i... nie kolidowanie z Lidlem, który zbudowano mimo planowanej od 2012 r. trasy.

 

Dęby, klony jawory, brzozy, olchy, sosny- czy stracimy ten urozmaicony drzewostan?

   Pozostaje nadzieja, że zrezygnuje się z budowy pętli w Lesie, bowiem - jak sugerują planiści-  "szereg argumentów (głównie ruchowych i technicznych) przemawia za budową w jednym etapie linii tramwajowej aż za ul. Berensona, bez jej etapowego kończenia pętlą po południowej stronie Trasy Toruńskiej". 

   Twórcy projektu skonkludowali: "Wypracowanie optymalnego wariantu przebiegu linii tramwajowej wzdłuż ul. Głębockiej i Trasy Olszynki Grochowskiej jest zadaniem trudnym z uwagi na szereg nakładających się uwarunkowań przestrzennych, technicznych i komunikacyjnych (a także budżetowych), którego powinny być przy sformułowaniu takiego wariantu uwzględnione". Już dziś słychać głosy oburzenia wobec poprowadzenia torów pod oknami nowych osiedli: Zielonego Zacisza i Parku Leśnego. Znając nasze realia, tramwaj nie będzie miał żadnych priorytetów, a jeśli nawet, to zablokuje skrzyżowania jak dawniej przejazd na Radzymińskiej. Jeśli linia ma dzielić i niszczyć to, co pozostało na Targówku najcenniejszego- tereny zieleni- to chyba lepiej z niej zrezygnować i przestać wymyślać cuda. Idiota, który projektował pętlę w lesie, zamiast honorarium powinien otrzymać skierowanie do Drewnicy. W jak chorych umysłach rodzą się takie rozwiązania ? O wiele taniej jest wytyczyć bus pas i uruchomić dowozówki do metra, choć najlogiczniej byłoby rozważyć odnogę II linii metra za Toruńską, gdzie chaotycznie rozrasta się nowa, coraz większa sypialnia Warszawy. Bo czy jest sens wydawać olbrzymie pieniądze (pod presją unijnej dotacji) na kilkuprzystankową trasę tramwajową? Zapomniano też o dziwo o planach wydłużenia tramwaju od Annopola wzdłuż Toruńskiej, która to koncepcja żadnych konfliktów i kosztownych problemów technicznych nie rodzi. 

   Miejmy nadzieję, że zapowiedź budowy tramwaju to kolejna, kłamliwa obietnica ratusza, rzucona dla zdobycia głosów przed wyborami samorządowymi i próba zatuszowania fatalnego wizerunku po aferze reprywatyzacyjnej. A radni z Targówka powinni stanowczo stanąć murem za mieszkańcami i zdobyć się na protest w obliczu niszczenia (nie tylko) Lasu. Bo do tej pory widać ich najwięcej na facebookowych relacjach z otwierania placów zabaw. Ta bitwa jest do wygrania, o ile będziemy czujni!

piątek, 11 listopada 2016

    Święto Niepodległości (11 Listopada 2016) na Zaciszu. Barwy narodowe pojawiły się na nielicznych domach. Niektórzy wywiesili nawet dwie- coś na wzór lampki zapalanej za zbłąkane dusze, tych, którzy nie czują potrzeby eksponowania swego patriotyzmu. Rozumiem, że brak biało- czerwonej flagi oznaczał, że zaniesiono ją na Marsz Niepodległości :-) 

   Na Młodzieńczej, jednej z głównych ulic osiedla, łopotało zaledwie 7 flag (na 50 adresów). Bardziej biało- czerwono było chyba na przejeżdżających autobusach (zdj.). Na Łodygowej udekorowano flagą 7 domów (w tym kilka na blokach), na Kościeliskiej- 3 (na 25), na Samarytanki- 10 (na 30), na Jórskiego- 17 (na 60), na Codziennej- 17 (na 60). Marnie było na Radzymińskiej i w city Zacisza- tylko na "Leszczynówce", przy szkole, domu kultury i Straży powiewała flaga narodowa. 

    Flag biało- czerwonych nie uświadczysz na sklepach, zwłaszcza na Aldim, Obim czy na Groszkach. Cóż, nie Polacy tam handlują (ale przecież dzięki Polsce się bogacą...). Bez flagi na Mc Donaldsie (choć w tym dniu zarabiają na głodnych Polakach na całego). Na osiedlowych sklepikach również ani skrawka flagi. Ujrzymy je w cudownym rozmnożeniu... gdy trzeba będzie zagrać na narodowych emocjach podczas meczów, by sprzedać więcej czipsów i piwa. 

Patriota z prawdziwego zdarzenia na Młodzieńczej

18:37, tomek81277 , osiedle
Link Dodaj komentarz »

    Święto Niepodległości (11 Listopada 2016) na Zaciszu. Barwy narodowe pojawiły się na nielicznych domach. Niektórzy wywiesili nawet dwie- coś na wzór lampki zapalanej za zbłąkane dusze, tych, którzy nie czują potrzeby eksponowania swego patriotyzmu. Rozumiem, że brak biało- czerwonej flagi oznaczał, że zaniesiono ją na Marsz Niepodległości :-) 

   Na Młodzieńczej, jednej z głównych ulic osiedla, łopotało zaledwie 7 flag (na 50 adresów). Bardziej biało- czerwono było chyba na przejeżdżających autobusach (zdj.). Na Łodygowej udekorowano flagą 7 domów (w tym kilka na blokach), na Kościeliskiej- 3 (na 25), na Samarytanki- 10 (na 30), na Jórskiego- 17 (na 60), na Codziennej- 17 (na 60). Marnie było na Radzymińskiej i w city Zacisza- tylko na "Leszczynówce", przy szkole, domu kultury i Straży powiewała flaga narodowa. 

    Flag biało- czerwonych nie uświadczysz na sklepach, zwłaszcza na Aldim, Obim czy na Groszkach. Cóż, nie Polacy tam handlują (ale przecież dzięki Polsce się bogacą...). Bez flagi na Mc Donaldsie (choć w tym dniu zarabiają na głodnych Polakach całego). Na osiedlowych sklepikach również ani skrawka flagi. Ujrzymy je w cudownym rozmnożeniu... gdy trzeba będzie zagrać na narodowych emocjach podczas meczów, by sprzedać więcej czipsów i piwa. 

Patriota z prawdziwego zdarzenia na Młodzieńczej

18:28, tomek81277 , osiedle
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 listopada 2016

   Czy pamiętasz ten boom sklepów na Zaciszu na początku lat 90. XX w.? Zakupy robiono wtedy prawie codziennie- w większych sklepikach można było nabyć świeże i zdrowe produkty żywnościowe. Ekspedientki znały klientów i na odwrót, wizyta w sklepie była okazją do pogaduszek.  W tych mniejszych starano się zaspokajać gusta zwłaszcza stałego klienta, polecano mu niezbędne rzeczy, zamawiano, czego brakowało. Oczywiście zdarzali się nieuczciwi sklepikarze, oszukujący na reszcie czy świeżości, ale klienci nie w ciemię bici i te sklepy szybko upadały. Właścicielami sklepów byli przeważnie właściciele posesji, na lokale handlowe przeznaczano pomieszczenie na parterze, adaptowano garaż, wystawiano kiosk lub dobudówkę. Poza artykułami pierwszej potrzeby właściciele kusili nowościami z zachodu- np. słodyczami, gumami i sezonowo rozmaitymi petardami, toteż odwiedzały je chętnie wracające ze szkoły dzieciaki. Dziś niektórzy te pomieszczenia wynajmują na nocleg ekipom budowlanym- ot, żyłka do interesów… Położony w dobrej lokalizacji lokal ma szansę oferować inne usługi. Najlepszym przykładem jest początek Łodygowej (4-6), gdzie było już chyba wszystko: fryzjerzy, szafy, gastronomia „Pasibrzuch”, folie, akumulatory, ciucholand „Pewex”, wina, wreszcie dwie piekarnie i spożywczak.

   Rządy po 1989 r. stworzyły taki klimat gospodarczy, że osiedlowe sklepiki zaczęły wypierać z rynku najpierw super i hipermarkety (Makro 1995, HIT na Stalowej 1996, potem Carrefour na Głębockiej 1997 i Real w M1 w Markach 1999). Najszybciej padły sklepiki w tzw. słabszych lokalizacjach. W XXI w. z rodzimymi placówkami zaczęły konkurować sieciówki i dyskonty, prowadzone zazwyczaj na zasadzie franczyzy (Carrefour, Intermarche, Fresh Market, Żabka, Lewiatan, Aldik itd.). Chociaż prowadzi je Polak, gros zysków trafia za granicę do centrali. Należą do zagranicznych lub ponadnarodowych koncernów, dysponują ogromnym kapitałem, który pozwala im na ekspansję i generowanie olbrzymich obrotów. Podatki płacą na Cyprze lub w innych rajach podatkowych, a gdy domaga się ich płacenia polski rząd, płaczą, że ciągle ponoszą straty. Dostawcy i producenci inkasują najniższe możliwe stawki. Dziś polski sklep, który wychodzi na swoje, to rzadkość. Polski handlowiec nie jest w stanie walczyć z nieuczciwą konkurencją… i polskim fiskusem, który ściąga z rodaków skórę, przymykając oko na kombinacje obcych.

   Dziś polski handel zdominowany jest przez 2,6 tys. Biedronek, 550 Lidlów, 450 placówek Tesco, 315 dyskontów Netto, 180 Kauflandów. Zagranicznych placówek ciągle przybywa- polskich ubywa. W niektórych miastach  na każdej ulicy śródmieścia jest Żabka. Są czynne prawie całą dobę (we Wrocławiu „Małpka” wg szyldu pracuje od 6 do…26!). Personel haruje niczym na roli, konsument dostaje produkty tańsze, ale za to „gorszego sortu”, wyprodukowane pod inną nazwą niż „oryginał”, rzadko na lokalnym  rynku.  Zapomnijcie np. o świeżych, zdrowych bułeczkach- są z odmrażanego ciasta.  Tak samo z piwem- chmielu w nim nie uświadczysz, wypełniające większość lad „sikacze” powstają z zalewanej wodą zaprawy w proszku. Wielki koncern kreuje podaż i popyt- idealny konsument przyjeżdża samochodem, kupuje na zapas tony jedzenia w jednorazowych opakowaniach, jedzenia wysoko przetworzonego, naszpikowanego chemią i polepszaczami. W dodatku kiepsko orientuje się, która marka jest polska, która zagraniczna. Są ludzie, którzy myślą, że Biedronka to polski sklep, bo… ma polską nazwę!    Handlowy patriota powinien poprzestać na zakupach tylko w polskich sieciach (Społem, Polo Market, Top Market, MarcPol, droższe Alma, Piotr i Paweł). Z drugiej strony, ciekawe, kiedy nasze zarobki (pracownik Lidla w Niemczech dostaje za tę samą pracę 2-3 razy więcej) pozwolą na bezstresowe kupowanie droższej, ale zdrowszej, polskiej żywności?

   Sklepy na Zaciszu istniały już przed II wojną (to oddzielny temat), tu ilustrujemy sytuację na Zaciszu po 1989 r.  W latach 80. w krajobrazie handlowym  Zacisza dominowały sam-y, potem przejęte przez „prywaciarzy”: na Blokowej (w podejrzanych okolicznościach spalony ok. 1995 r.), przy Penelopy, Samarytanki, Młodzieńczej, Kościeliskiej (dwa ostatnie należą dziś do całodobowej sieci Groszek, a personel jest ukraiński). Chleb (zwłaszcza okrągły!) można było kupić w piekarni Chojeckiego na Młodzieńczej 1 (potem  także wszystko).  Na Jórskiego 19 handlowali w swej kamieniczce Kostykowscy, a obok w drewnianej budce Papierzyńska (13). Nieopodal mieścił się rzeżnik (35, dziś hurtownia papierosów). O Zawadzkich niedawno pisałem, o sklepie Kulnisowej w „Trzypiętrówce” czy Heniowej- niebawem.

    Popularnymi sklepami były: 

Saba (Blokowa 21), Non stop (Mroźna 11 +przemysłowy), Mix (Błotna 29), sklep w „zamku” na Kaśki Kariatydy, do którego biegano na przerwach ze szkoły (1990-2009?), czynny aż do 22 sklep Knapa  (Codzienna 8- przy pętli), ABC (Tarnogórska 2, obecnie sieć „od ido”), „Gizmo” (Pszczyńska 8).  Na Codziennej 61 na piętrze przez jakiś czas istniał Pewex (m.in. perfumy czy czyste kasety).

   Zdecydowanie zdrowe produkty oferowały budy warzywne: na Blokowej 38 róg Bohuszewiczówny (istnieje), na Codziennej 9 naprzeciw samu  (w tej klasycznej budzie przez okienko nabywało się także mięso i ryby; teraz sklep mięsny „u Dziewczyn”). Kolejna znajdowała się w widłach Kościeliskiej i Remontowej.

    Nie istnieją już sklepy z tamtych czasów:

„Keller” Blokowa 24 (ok. 1990-92?), Pospolita 23 r. Rozwadowskiej (petardy), „Promyk” (Gniazdowska 16+ naprzeciw warzywa?), „Kuperek”,„Lenarcik” (Blokowa 23), Czerwińska 29 r. Moszczenickiej, Codzienna 36 (ok. 1995),  „Groszek” Pszczyńska 26 (dziś pizza), Łodygowa 3- (wcześniej cyfra+), Bogumińska 22 (oranżada w torebkach), ABC Tużycka 2,  „Mikrus „ (Radzymińska 210), Bajeczna?, Bukowiecka r. Amelińskiej, Radzymińska 189 (przed apteką), Poranna 2a, Kościeliska 10?, Jórskiego 18 r. Karkonoszy, Samarytanka 15a (budka przy szkole), Wallenroda (mięsny), Pastelowa r. Gilarskiej, Karminowa r. Pastelowej, Seledynowa (łuk).   

   Ciągle trwają lub powstały w drugim rzędzie, zmieniając czasem kilkakrotnie szyld i właścicieli:

„Inna”/”Osa„(alkohole)/”Globi” Młodzieńcza 27a, Margo”/”Beata”/„Mirabelka” Korzystna 39a  r. Młodzieńczej, „Wysepka” (Wolińska), „Pod strzechą” Jórskiego 30, Penelopy r. Blokowej, Przy Wodzie (obok kiosk), Łodygowa 4 r. Chałupniczej (wcześniej szafy Komandor), Krynoliny 20a, Płońska 41, „Mati” Pszczyńska 21, Rolanda r. Fioletowej (d. „Emka”).

   W ostatnich latach powstały głownie dyskonty i sieciówki:  portugalska Biedronka (Fersta- poprzednio Marcpol, Kraśnicka, 2013), Żabki (Wolińska, Łodygowa, Freshmarket w piekarni, 2014), niemiecki Aldi (Radzymińska, 2015), carrefourowskie Globi (Młodzieńcza, poprzednio Inna).  Otworzono również warzywną „Witaminkę” w dawnym mięsnym „Kuperku-Lenarciku”  na Blokowej 23, nawet obleganą.

   W wielu sklepach można nabyć alkohole, jednak specjalizują się w nich sklepy: Radzymińska 161, Radzymińska 192 (Planet), Łodygowa 20, Młodzieńcza 3 (litewskie), Wyspowa 2, Blokowa 21 (po dawnej Sabie). Kilka lat temu na Łodygowej 4 istniał sklep z winami.

  W wyroby cukiernicze zaopatrywał zawsze Górski z Jórskiego 20 (dziś już jego następca), po 2010 r. powstało „zagłębie” cukiernicze na początku Łodygowej: Oskroba, Grzybki, Gromulska (niedawno rozebrana pod znowu odłożone poszerzenie Łodygowej). Najpopularniejsze ciastka (nie zawsze pierwszej świeżości) są w asortymencie wielu innych sklepów.

Śledź też profil "Targówek, Bródno, Zacisze-wczoraj i dziś"

https://www.facebook.com/targowekbrodnozacisze/

11:54, tomek81277 , osiedle
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 października 2016

Zdjęcia w normalnej rozdzielczości można obejrzeć na: 

https://www.facebook.com/targowekbrodnozacisze/

   Osiem lat temu pisałem, że "kanały zaciszańskie nie toczą tyle wody, ile stoi jej po opadach na zaciszańskich ulicach": 

http://warszawazacisze.blox.pl/2008/01/PO-DESZCZYKU.html

   W zasadzie niewiele się przez ten czas zmieniło. Wynalazki ZDM doby króla Ćwieczka- "rowy odparowalne" na Młodzieńczej i Łodygowej (wyryte ostatnio i na Rolanda) nie nadążają z odparowywaniem i rozlewają się na jezdnie, a przejeżdżające samochody rozchlapują wodę na wszystkie strony świata i wszystkich przechodniów. O częstotliwości zbierania się kałuż świadczy silne skorodowanie ogrodzenia posesji Młodzieńcza 36. Dla urozmaicenia- tam, gdzie rowów nie ma, woda zbiera się na chodniku i nie sposób przejść (nr 23), zwłaszcza, że pobocze zastawione jest przez klientów sklepu KTD (nr 15). Podobna sytuacja jest na Codziennej, gdzie zamiast wprowadzenia kanalizacji burzowej, na pasie zieleni wyryto skromne kratery, wysypane żwirkiem, z których woda rozlewa się tym razem na chodniki. Wraz z utwardzeniem większości ulic problemy z podmakaniem wcale nie zniknęły. Ciągle zapychają się studzienki kanalizacyjne, a woda z wyżej położonych ulic rwie na ulice biegnące w zaklęśnięciach terenu (np. z Chmurnej na Kanałową, z Lewinowskiej w kierunku Wolbromskiej, Płońskiej, Perłowej). Tu tworzą się imponujące rozlewiska. Ba, leje się przez ogrodzenia na teren posesji i piwnic położonych poniżej poziomu ulicy (Gilarska, Karkonoszy, Gibraltarska...)! Worki z piaskiem zamiast wycieraczki nikogo tu nie dziwią. Walkę z żywiołem prowadzą w ten sposób np. pracownice sklepu Groszek (samu) na Młodzieńczej. Połowicznym sukcesem zakończyła się walka na tzw. Pojezierzu Zaciszańskim, gdzie co prawda wyłożono trylinką ze zlikwidowanej pętli 512 ulicę Blokową, ale na poboczu pod bramami nadal tworzy się kraina tysiąca... oczek wodnych. Sytuację komplikuje wysoki poziom wód gruntowych na Zaciszu. Woda pojawia się w piwnicach i garażach w rejonie niecki "płońsko-wolbromsko-perłowej". Winą za ten stan obarcza się zamulenie kanału melioracyjnego  na terenie ogródków działkowych. 

  Dlaczego Zacisze tonie po większej ulewie? 1. Przede wszystkim- w odróżnieniu od Targówka i Bródna- brakuje tu kanalizacji burzowej (woda ma parować na poboczach lub mieścić się w studzienkach!).  Pierwsze władze samorządowe zdecydowały, że na tej wsi wystarczy tylko kanalizacja sanitarna. 2. "Zdaniem mieszkańców źle poprowadzono kanalizację deszczową podczas remontu ulic w 2008 r. (niewydolność studni chłonnych). Zniszczono też naturalne odpływy wód gruntowych podczas budowy kanalizacji, przez co poziom ich wzrósł tu o 1 metr" (zacisze.info). 3. Winę ponosi również nadmierne zabetonowanie terenu. Jeśli wszędzie dominują asfaltowe ulice z chodnikami (parkingami) po dwóch stronach (sic!), podwyższone podwórka, szczelnie poobkładane kostką, domiska zajmujące niemal całe posesje, to jak deszczówka ma trafić do gruntu? Woda zalewa ulicę, a na przebudowę infrastruktury czy budowę nowych studni dzielnica nie ma pieniędzy... 

  Na pewno za podtapianie piwnic nie odpowiada, jak twierdził poprzedni mierny burmistrz, okresowe zarastanie koryta kanałów. Primo- wody w nich jak na lekarstwo, secundo- w piwnicach domów nad kanałami wody nie widziano od xx lat (autor świadkiem). Kanał Bródnowski istnieje właściwie tylko dzięki zrzutowi z rury EC Kawęczyn. Większej wody w kanałach nie ma i nie będzie, zagrożenie powodziowe ze strony kanałów to mit dla naiwnych (Zacisze leży w strefie zagrożenia tzw. wody tysiącletniej Wisły), za to kasa na golenie rowów do gołej ziemi (także rzadkich okazów roślin) i niszczenie schronienia dla wielu gatunków zwierząt znowu się znalazła!  

 

Czas na gondolowe dowozówki do Radzymińskiej? Wolbromska, fot. zacisze.info 2012 r.

 

 
13:05, tomek81277 , osiedle
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 października 2016

   Na terenie powiatu warszawskiego hitlerowskie obozy pracy przymusowej istniały w kilku miejscowościach, m. in. w Falenicy, Rembertowie, Wilanowie, Burakowie, Pustelniku (cegielnie Osinki i Henryków, Kruczek), Ursusie, Kępie Falenickiej, Legionowie, Karczewie. Obóz pracy w Zaciszu  założono w zabudowaniach (filii?) fabryki mydła „Sport” przy szosie ząbkowskiej w październiku 1941 roku. Przebywali w nim Polacy oraz obywatele polscy pochodzenia żydowskiego, przeciętnie ok. 1500 osób. Arbeitslager Zacisze nr 947 35 należał do Urzędu Gospodarki Wodnej (Wasserwirtschaftsamt). Więźniowie oczyszczali kanały melioracyjne i prowadzili prace ziemne. Egzekucje były wykonywane poza terenem obozu. Rada OPWiM nie posiada innych informacji o tym obozie. Obóz pracy zorganizował dr Rupprecht. Wg artykułu na stronie marki.net „obóz był przeznaczony przede wszystkim dla chłopów z powiatu warszawskiego i radzymińskiego, którzy nie oddali kontyngentu okupantowi”, „dla tzw. elementów asocjalnych — osób nie oddających kontyngentów, kradnących drzewo, lub dla tych, którzy nie zapłacili kar pieniężnych. Strażnikami w tym obozie byli żandarmi i członkowie służby specjalnej (Sonderdienst)”, komendantem miejscowy volksdeutsch Bochensky. Być może na wzór Ząbek, więźniowie byli zakwaterowani w barakach na pryczach na trzech poziomach.  Obóz był otoczony płotem i składał się z kuchni, stołówki, baraku drewnianego, szopy z materiałem opałowym. Wg Czesława Strzałeckiego, mieszkańca ul. Wschodniej, "groby ofiar ludzi pomordowanych w obozie, ubogie i ledwie zaznaczone skromnymi krzyżami, znajdowały się na cmentarzyku niemieckim przy Łodygowej, na którym stał także symboliczny obelisk gen. von Fritza. W 1944 roku Niemcy rozstrzelali ostatnich 12 więźniów, a obóz zlikwidowano”. Wg niepotwierdzonych źródłami informacji, Niemcy spalili żywcem dużą grupę ludzi zamykając ich uprzednio w jakimś dużym budynku/fabryce, być może w momencie likwidacji obozu.  

Fot.: Obóz znajdował się za ulicą Łodygową   

 W obozie szerzyła się biegunka i tyfus. Niemcy bali się chorób zakaźnych, więc zatrudnili w nim doktora Sergiusza Hornowskiego, lekarza opiekującego się już obozem przejściowym dla Żydów, założonym w 1940 r. w Ząbkach przy ulicy Budkiewicza. Dr Hornowski, zakonspirowany lekarz II rejonu AK, wyciągał z obozu przede wszystkim członków konspiracji, przede wszystkim z II Rejonu i radzymińskiego Obwodu „Rajski Ptak” - ”Burak” (R. Żbikowski, Ząbki - dzieje, ludzie, miasto).
   W ramach Służby Ochrony Powstania Warszawskiego miała działać tzw. służba jeniecka, przygotowana do opanowania pewnych obiektów niemieckich i dozoru jeńców.  Dla rejonu Marki wskazano punkt przesyłkowy jeńców- baraki obozu pracy Targówek. Gdy w obozie wybuchł pożar, wzniecony przez należących do Armii Krajowej członków Ochotniczej Straży Pożarnej, więźniów jeszcze nie dowieziono. Wezwani do pożaru strażacy „gasili” go benzyną. Baraków już nie odbudowano.

  Obóz znajdował się między dzisiejszymi ulicami Łodygową a Lewinowską, wschodnim bokiem przylegał do ulicy Strużańskiej. Jakiś czas po II wojnie widoczne były jego fundamenty. A potem ślady i pamięć zaginęły... Obecnie jest to częściowo pusta parcela, od strony Łodygowej stoi stacja benzynowa, warsztat Nord Glass i nieukończony budynek usługowy.

   Najwyższy czas poczynić kroki w kierunku upamiętnienia tego miejsca kaźni narodu polskiego, choćby przez ustawienie w tym miejscu głazu narzutowego z pamiątkową tablicą. 

10:16, tomek81277 , historia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 października 2016

  Głazy narzutowe, świadectwo przeszłości geologicznej Ziemi, są blokami skalnymi przywleczonymi w epoce zlodowacenia przez lądolód skandynawski. Największe, wolnostojące lub ich grupy, o walorach poznawczych i krajobrazowych, objęto ochroną prawną w formie pomników przyrody nieożywionej. Umieszczone na nich tablice lub napisy godnie upamiętniają wydarzenia historyczne lub wybitne postacie związane z dziejami miasta. Inne tkwią w fundamentach i murach starówki, zamku czy kościołów.

  W okolicy Zacisza, w zakolu Malborskiej i Głębockiej, na skraju Lasu Bródnowskiego leżą trzy głazy narzutowe z wyrytą informacją o znajdującym się tuż obok grodzisku (granit różowy o teksturze różnoziarnistej porfirowej i gnejs różowy o teksturze średniokrystalicznej). Przed wejściem do ratusza ustawiono głaz-  pomnik „żołnierzom pochodzącym z Bródna, Targówka i Zacisza” (klikaj w linki, aby zobaczyć zdjęcia). Pomnik Józefa Elsnera na ul. Nefrytowej w formie ułamanej kolumny wykonano z granitu. Imponujące wrażenie wywierają głazy umieszczone w ramionach kratownicowego krzyża na Cm. Bródnowskim (pomnik więźniów politycznych straconych w latach 1944-1956). Kilka głazów wala się na ul. Rzeszowskiej na tyłach tegoż cmentarza. Głaz przy Bartniczej upamiętnia Redutę Bródnowską z 1944 r.    Wszyscy znają warszawskie głazy narzutowe wyeksponowane przed Muzeum Ziemi czy Muzeum Geologicznym. Wiele głazów wydobyto w Warszawie podczas budowy metra, mają status pomników przyrody nieożywionej: 

(http://zielona.um.warszawa.pl/tereny-zielone/obszary-i-obiekty-chronione/glazyhttps://pl.wikipedia.org/wiki/Pomniki_przyrody_w_Warszawie). 

Na zdjęciu: Byszewska, Penelopy, Deszczowa, Czerwińska, Grodzisko, Skrzypcowa, Penelopy.

    Największym głazem w Polsce jest „Trygław”, leżący w miejscowości Tychowo, w woj. zachodniopomorskim. Ma 7,8 m wysokości, obwód 50 m i szacowaną masę ok. 2000 ton! Na Mazowszu królem głazów jest Głaz Mszczonowski w Zawadach, jasnoszary piaskowiec o lepiszczu krzemionkowym czasu miocenu. W Piasecznie leży 100- tonowy głaz „Mazur”, granitoid czerwony (17,5 m obwodu i 2,5 m wysokości). Niedaleko Zacisza, pod Kobyłką, zobaczyć można „Edmunda”.

  Mniejsze głazy są dziś chętnie wykorzystywanymi ozdobami ogrodów, najczęściej używanymi jako element ogródka skalnego. Kiedyś kładziono je na ulicy przed posesjami, chcąc uchronić trawnik lub roślinność przed rozjeżdżaniem. Ileż głazów tkwiło w nawierzchniach ulic jako bruk: odkryto je niedawno podczas remontu Blokowej, te na Łodygowej, Kondratowicza czy Młodzieńczej przykrywa asfalt. „Kocimi łbami” utwardzona była do niedawna Lewinowska. 

16:55, tomek81277 , osiedle
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 października 2016

   Willę Fabian (choć nie pod tą nazwą) skojarzą mieszkańcy okolic Gliwickiej, Spójni i Czarnej Drogi, bo obok chodziło się zawsze do sklepu na Kościeliską, do apteki i przystanku przy Radzymińskiej. Fotografia pochodzi z czasów, gdy drewniany budynek śmiało prezentował się oglądającym. Zbudował go tramwajarz Fabisiak w 1933 r. Willa stoi na skrajnej parceli należącej do Folwarku Zacisze, od południa przylegając do gruntów Elsnerowa B, a po przekątnej (za Remontową) do ziem Targówka 18 C. Prawdziwy trójstyk granic... Gdy właściciele (a w zasadzie córka budowniczych) przenieśli się na Muranów, ściany z brązowych stały się coraz bardziej czarne, pochylił się dach, skruszały kominy. A przecież dom miał niegdyś tyle uroku, że przeniósł go na płótno malarz, goszczący w domku w widłach Remontowej i Gdyńskiej. Teraz mankamenty konstrukcji wstydliwie chowają się za ścianą rozszalałej zieleni. Gdy wybito szyby, puste oczodoły okien, niegdyś patrzące na nieliczne domki w sąsiedztwie i bezkresne łąki ciągnące się po Bródno, zabito deskami. Willa Fabian jakby drzemie, ale w rzeczywistości dawno odeszła z topografii Zacisza...  

10:13, tomek81277 , osiedle
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 września 2016
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30