Blog > Komentarze do wpisu

SPACEROWNIK PO LESIE ZACISZAŃSKO-BRÓDNOWSKIM

Zapraszam na spacer po najmilszym zakątku naszej dzielnicy. W pierwszej części Spacerownika wizyta na Grodzisku i bródnowskiej K2- Zwałce. Dystans z bocznymi wypadami to tylko 4,3 km. Kilka zdjęć obejrzycie na stronie mojezacisze.blox.pl.

           Spacer zaczynamy u wylotu ścieżki do ul. Kondratowicza naprzeciwko zboru Jehowy między Gibraltarską a Kanałową. Idziemy jedną z charakterystycznych dla naszego Lasu alejek wysadzanych brzozami. Białe, smukłe kolumny brzozowych pni dźwigają się ponad inne drzewa, zwierając się u góry koronami, niczym nawa wiodąca do świątyni natury. To alejka kontrastów- suchy sosnowy las po prawej sąsiaduje z roślinnością bagien i podmoklizn. Gdy spadną liście po lewej, cieszy oczy trwała zieleń naprzeciwko. Do niedawna zimą przy tej alejce spotykało się z reguły zawsze po zmierzchu stado buchtujących dzików (w szczytowym okresie wataha liczyła 25 sztuk!). Zrycie zakwaszonej igliwiem gleby wyzwoliło wegetację bujnej roślinności.

     Zaraz po lewej skupisko lip- ich korony tak skutecznie zacieniają parter lasu, że nie rozwija się w nim żadne runo. Dalej fragment olsu z czarnym bzem w podszycie- obficie owocującym. Jagody tej rośliny można używać do wyrobu wina- niezawodnego medykamentu przeciwgorączkowego. Pod okapem bzów rozpościerają się latem gęste łany niecierpka- ta ciekawa roślina po potrąceniu „wystrzeliwuje” sok zawierający nasiona. Zauważmy, że owocem liściastego drzewa olchy są ...szyszeczki. Raz na kilka lat, gdy następuje wyrój świetlików, w tym olsie zaskoczą nas fosforyzujące punkciki- unoszące się w powietrzu i pełzające po ziemi w gęstym mroku.

     Za olchami zaczyna się podmokły obszar zarośnięty starymi, wysokimi wierzbami i topolami (łęg). To namiastka nieprzebytej dżungli amazońskiej. Wiosną długo stoi tu woda. Zwierzęta poruszają się przetartymi ”tunelami”. Najwięcej uroku temu zakątkowi nadaje chmiel- jest wszędzie- pnie się po drzewach, krzewach, czasem przerzuca sploty z krzewu na krzew, a splątana ściana, jaką tworzy, przypomina rozstawione parawany lub szałasy. Wrzesień to czas wysypu chmielowych szyszeczek: podstawy browarnictwa i dobrego środka uspokajającego (widziałem niedawno starsze kobiety w chustkach, pracowicie zbierające chmielowy plon).

     Po przeciwnej stronie alejki ciągnie się piaszczysta wydemka porośnięta sosnami. Musiała być kiedyś wysepką pośród bezdrzewnych, podmokłych łąk i bagien, które rozciągały się na miejscu Lasu do połowy XX w. Wątłe drzewa łamią się jak zapałki po większej wichurze. O zachodzie słońca „ogniste pęki promieni” pięknie oświetlają brązowe pnie- drzewa zdają się stać w płomieniach... Po wielu pniach wspina się wysoko chmiel. W gęstym sośniaku sarny mają swoje ulubione legowiska. Kilka lat temu kłusownik zastawiał tam na przesmykach sidła- niestety skutecznie. Tuż za ławką, między wierzbami po lewej rośnie w oddaleniu od ścieżki krzew kaliny, obsypany czerwonymi koralami, na poboczu ciekawie rozwidlona brzoza.

    Na wysokości kolejnego olsu skręcamy w lewo, na pomost z drewnianych bali. To jedno z najbardziej uroczych miejsc Lasu. Kilkunastometrową kładkę przerzucono przez błotnistą nieckę, która rozszczepia się tu na 4 baseny. Przez ostatnie lata teren wysuszył się, ale w zamian rozpościera się wokół morze pokrzyw. Idziemy pod prąd ścieżki edukacyjno- przyrodniczej „Nauka poszła w las”, wytyczonej w 2003 r. przez gminę i ZOM na fali przystosowania lasów miejskich do funkcji głównie rekreacyjnych i wypoczynkowych (utwardzenie alej, ustawienie wiat, ławek, tablic poglądowych, koszów na śmieci, ograniczenie wjazdu pojazdów- zbawienne, gdyż przedtem zdarzało się spotkać w tym miejscu...spalony samochód albo wóz straży miejskiej).

    Na początku kolejnej alej brzozowej odchodzi w lewo ścieżka przez ols do pobliskiej polanki z ławką na skraju sosnowych młodników. Ciągną się one pasem do Kondratowicza, okolone ustronnymi łączkami, bujnie porośniętymi pokrzywą, trzciną, wrotyczem i nawłocią. Wśród koron pierwszych sosen umieszczono charakterystyczne skrzynki lęgowe dla sów.

    Po lewej charakterystyczna narośl zniekształcająca smukły pień brzozy- pasożyt tumor. Brzozowa aleja przecina w większości zarośnięte już polany, niegdyś łąki kośne wsi Stare Bródno. Takie polany zwano pięknie lewadami. Zauważmy, że w nasadzeniach zachowano pewną prawidłowość: na nieurodzajnych piaszczystych pagórkach posadzono niewymagające sosny, wzdłuż alejki tuż za brzozowym szpalerem rosną jarzębiny, dalej pną się coraz wyżej dęby albo lipy. Za tablicą omawiającą piętra roślinne lasu po prawej dostrzegamy tajemnicze betonowe pokrywy- więcej o nich w II cz. Spacerownika.  

    Na następnym rozdrożu zapoznajemy się z tablicą przedstawiającą liście, pokrój korony i owoce najpopularniejszych gatunków drzew i krzewów, jakie spotkamy podczas spaceru. Starajmy się nabytą wiedzę sukcesywnie wdrażać w życie na następnym odcinku.

    Skręcamy w środkową z dróżek odbiegających w lewo, wiodącą młodym lasem dębowym. Niektóre egzemplarze są dorodne. Zwróćmy uwagę na płodność dębów- pod nogami walczą o byt setki siewek, może to trwać nawet kilkanaście lat. Jesienią przy przebarwianiu się liści jest tu bardzo kolorowo i fotogenicznie, zwłaszcza, że mamy w większości do czynienia z ozdobną odmianą- dębem czerwonym. Za przekopem  przez wydemkę, w rzadkim lesie sosnowym skręcamy w prawo i kierujemy się w prawo, w stronę szerokiej alejki. Po drodze odszukajmy samotny jarząb mączny, krzew obsypany czerwonymi „jabłuszkami”. W koronie jednej z sosen wiosną gniazdują jastrzębie. Wąski pas lasu na wydmie od apteki do grodziska istniał już przed 1939 rokiem, gdy reszta terenu Lasu była wielką łąką. Na wydmie stała jakaś budowla (mijaliśmy lej po jej fundamencie). W 1916 roku Roman Jakimowicz, poszukujący pozostałości po grodzie, odkrył w tej okolicy pojedyńcze ślady bytności ludzi z okresu kultury łużyckiej (2500 l. temu) i kultury grobów kloszowych.

     Skręcamy w prawo w piaszczystą szeroką alejkę. Na wprost za nią rośnie ciekawy gatunek paproci oraz konwalie- objęte całkowitą ochroną! Odwodnienie terenu, związane z budową osiedla Park Leśny nie wpłynęło pozytywnie na system korzeniowy Lasu i stosunki hydrologiczne. Po lewej mijamy tajemnicze kopulaste wzgórze otoczone fosą- przed 1939 r. stał obok od strony pola samotny dom. Przed rozdrożem rosną ciekawe drzewa: wyschnięty sześciopienny grab i oryginalna, wyrastająca z jednego korzenia, również sześciopienna brzoza. Obok tablicy kierujemy się w lewo (czy nabyta wcześniej wiedza była spożytkowana?) kolejną brzozową aleją. Przez lata była wąską ścieżynką między szpalerem po prawej. Przyglądamy się rosnącym po lewej klonom- są fantastycznie poprzechylane, co świadczy, że stoczyły walkę o życie w gąszczu innych roślin, w wyścigu do światła. Klony są tak żywotne i ekspansywne, że nawet po wywróceniu mogą rosnąć...poziomo, wijąc się po ziemi.

    Boczna ścieżka wiedzie ku tablicy z rebusami- i dalej- na skraj uroczej polany śródleśnej z kępami m.in. modrzewi. Przecinają ją charakterystyczne muldy, to grządki, na których posadzono kiedyś drzewa (wyschły).

    Teren podnosi się - wchodzimy na polanę zajętą przez Grodzisko z X-XI wieku, plac zabaw i ścieżkę zdrowia. Zapoznajmy się z tablicą po prawej, podejdźmy do bariery okalającej wał zabytku.

    Zagospodarowanie grodziska skończyło się połowicznym sukcesem. Gmina postarała się o to, aby każdy mógł odpocząć w malowniczym otoczeniu, postawiono harmonizujące z przyrodą i charakterem miejsca urządzenia, ale relikty grodu potraktowano mniej profesjonalnie. Zupełnie inaczej wyobrażają sobie konserwację i udostępnienie turystyczne grodzisk archeologowie. Zamiast „dobudować” wały nawiezionym materiałem ziemnym, barbarzyńsko zepchnięto spychaczem autentyczną substancję zabytkową w słabo odzwierciedlający realia grodu  nasyp. Fiaskiem zakończyła się idea utrwalania wałów poprzez obsadzenie ich bylinami- większość rozkradziono. Lepszym rozwiązaniem byłyby na pewno... jeżyny.

     Wracamy do ścieżki. Po lewej dorodny krzew-drzewo szakłak, bardzo pospolity w Lesie a obok głóg, z którego owoców wyrabia się wzmacniające układ krążenia nalewki na spirytusie. Można je spożywać na surowo- są bogate w wit.C. Osada średniowieczna, otaczająca gród od północy i zachodu, rozciągała się dalej na lewo, poprzez pas lasu na skraj pola- prowadzono tam niedawno badania ratownicze w związku z planowaną budową kolektora Agromana. Mijamy zjeżdżalnię na placu zabaw: jej pomysłowa forma imituje umocnioną bramę słowiańskiego grodu. Obok wznosi się ażurowa „wieża” (szkoda, że nie pomyślano o dorosłych...). Tuż za placem ku Malborskiej stała kiedyś samotna chata należąca do Starego Bródna. Pozostałości rolniczej przeszłości polany (tak, grodzisko było przez lata orane i obsiewane- i tak dzieje się nadal z innymi, lepiej zachowanymi w całej Polsce) widać zresztą na każdym kroku: zdziczałe jabłonki rodzą do dziś smaczne jabłka, obficie owocują grusze, jest orzech, czereśnia i śliwy mirabelki.

     Na łuku starej Głębockiej leżą głazy narzutowe z wyrytą informacją o znajdującym się tu grodzisku. Dawno temu informacja ta umieszczona była na mosiężnej tablicy, którą szybko skradziono. Przed dwoma laty cały ruch w kierunku marketu odbywał się wąską jezdnią poprzez ten niebezpieczny zakręt. Ulica Malborska biegła kiedyś po grobli ograniczającej od południa stawy karpiowe gospodarstwa Agril. Pamiętam, jak kilka lat temu wokół drogi szumiały zboża i z rzadka przejechał nią samochód. Na niezabudowanym jeszcze polu miedzy osiedlem Park Leśny a Malborską miał stanąć pierwotnie aquapark i pawilon z ekspozycją poświęconą grodzisku. Idea rekonstrukcji grodziska odżywa co kilka lat w innej postaci; warto ją zrealizować, byle nie kosztem zieleni Lasu. Po 2000 r. archeolodzy z UKSW przebadali ten teren w związku z planowaną budową kolektora Agromana- odkryto relikty osady funkcjonującej przy bródnowskim grodzie. 

      Zagłębiamy się w lesie ulicą Malborską- początkowo idziemy skrajem polany grodziska (dotąd sięgała osada przygrodowa). Mijamy skromne urządzenia „ścieżki zdrowia”. Pięknie tu wczesną wiosną, gdy kolczaste kępy śliwy tarniny obok grodziska obsypują białe kwiaty a ściana brzóz ponad polaną okrywa się mgiełką zieleni. W lewo odchodzi ścieżka do stoku narciarskiego. W istocie stok jest platformą sztucznie podsypaną do istniejącej już przed 1939 r. „Zwałki”- jak popularnie nazywa się to zrekultywowane wysypisko śmieci. Warto przejść wokół góry- porastają ją w większości kolczaste akacje i stare topole. Zimą przyjemnie poszaleć tu na sankach.  Za ścieżką na Zwałkę po lewej skupisko wiązów- te drzewa rosną również wzdłuż łuku Głębockiej.

      Ulica Malborska przecina przesiekę pod linią energetyczną (co kilka lat dosłownie goli się do ziemi całą roślinność- są to z reguły dęby i obficie owocujące czeremchy). Po prawej paśnik dla zwierząt i kępa rośliny o zdrewniałych łodygach przypominająca bambus. Przed 1939 planowano po tej samej linii kanał obwodowy. Dzielnica Targówek chce wybudować tu hale sportowe po uprzednim „zakopaniu” przewodów- oby pomysł nigdy się nie ziścił- „centrum olimpijskie” wybudowane w lesie na pewno nie wywinduje splendoru dzielnicy.

     Mijamy gęsto podszyty ols (kiedyś przepływał tędy strumień; w zagłębieniu pod linią do dziś są małe oczka wodne, porośnięte ostrą, zieloną trawą wełnianką). Przed wiatą i tablicą poświęconą nauce odnajdywania kierunku w terenie- słabo widoczne kamienne słupki pełniące rolę zegara słonecznego. 

      Na Malborskiej kończy się pierwsza część spaceru. Skręciwszy w prawo obok widocznej wiaty wrócimy do ul. Kondratowicza  (800 m; na początku alejki młode  klony jawory).

      Cz. II spacerownika- po wschodniej części Lasu i forcie Lewicpol.

 

poniedziałek, 28 maja 2007, gajowy771

Polecane wpisy